Albo czas albo pieniądze

Jak zwykle stwierdzam. Pogląd z tematu potwierdza moje prawie 30-letnie doświadczenie. Przemawiam tu, jako dziecko, nastolatka, studentka, karierowiczka i bezrobotna matka... Mimo tych ról życiowych i perspektyw, ta prawda z tematu nie zmienia się nic. Kilka przykładów... banknot Z dzieciństwa Miałam sąsiadkę-rówieśnicę, której mama swego czasu zaangażowała się w Amway (kojarzycie markę?)... Sprawdziła się niesamowicie w sprzedaży bezpośredniej. Kolejne firmowe odznaki, kolejne szczeble, konferencje, wycieczki-nagrody. Tymczasem w domu pojawiły się dwa mercedesy i niesamowicie zacieśniły się więzy między córką a ojcem. Podczas jednej z rozmów (a sporo czasu razem spędzałyśmy), koleżanka powiedziała mi, że zazdrości mi, że mam oboje rodziców w domu. Ja natomiast zazdrościłam jej, że ma pieniądze, nowe rzeczy, dużo zabawek, pianino... Jako nastolatka W okresie mojego dojrzewania i dylematów życiowych, ojca firma zaczęła plajtować. Przynoszone do domu przez faceta 400zł zamiast 1500, poważnie szarpnęło finansami rodziny. Mój tata niestety nie jest przebojowy. Pracy szybko nie zmienił. Ja miałam się uczyć, tak chcieli rodzice. Nie puścili mnie do pracy. Mama wzięła sprawy na siebie, założyła działalność i dalej pracowała etatowo. Zadania pielęgniarki nie wiążą się z wielkimi kosztami, w sensie zakupu sprzętów. Natomiast kosztuje to wiele czasu. Córka z dylematami, odrzucona przez środowisko klasowe a tu matki w domu nie ma a jak jest, to lepiej żeby sobie spokojnie odpoczywała. Pieniądze były, ale ukryte łzy też. Jako studentka  Bycie studentem to już jest na prawdę moment pierwszej większej wolności, choć do innego miasta na studia mnie nie puszczono, więc nadal u rodziców. Pracodawcy chętnie żaków przyjmują, więc w okresie studiów w znaczny sposób rozbudowałam swoje CV, no i miałam pieniążki dla siebie. W domu oczywiście byłam, ale że zawsze było coś do zrobienia, to komputer był moim towarzyszem. W drodze kariery  Doświadczenie zawodowe ze studiów, przelałam na własną działalność. Portfel miałam na prawdę pełen. Z jednej pensji kupić ponton, to już coś! Nie piszę tu o zabawce, tylko fajnym dużym dmuchanym pontonie znanej marki. Posiadanie kilku tysięcy miesięcznie na rękę, wymagało jednak poświęcania działalności całego czasu. Dziwię się, jak w tym wszystkim poznałam Męża zupełnie ie z mojej branży..., który jak przyznał ostatnio nawet niewiele z niej rozumie. Matka  Kiedyś myśleliśmy, że ja będę zarabiać a on prowadzić dom. Po 11 miesiącach bycia Ojcem, stwierdził, że nigdy w życiu nie będzie gospodynią i rodzicem. Wstaje rano, zamyka za sobą drzwi i w pracy odpoczywa... Jego słowa. Nie, nie kłócimy się a jeśli już to zamieniamy to wszystko w foch lub po prostu milczeniem czekamy aż jednemu przejdzie, ale bez napiętych cichych dni. Tylko on pracuje obecnie. W sumie standardowo nie ma go 10 godzin w domu. Myśleliśmy kiedyś, że nadgodziny nam pomogą, jednak uczciwie rzecz ujmując, nie dawałam rady psychicznie. Dziecko wymaga od nas bycia na pewnym poziomie (raczej niższym), aby się bawić. Dla Sonii jest to mega rozwojowe, dla nas - niestety nie, mimo szczerych chęci. Uczymy się rodzicielstwa, ale nie rozwijamy się jako ludzie. Tak uważam. Niedawno OMD przeliczył, że gdy zrobi więcej nadgodzin niż ileś, to szef nie wypłaca mu premii. Doszliśmy zatem do wniosku, że kilka dni rozstrzelonych po tygodniach danego miesiąca, zostanie w pracy 3 godziny dłużej. Jestem wtedy z dzieckiem po 13 godzin, ale taki dzień jest otoczony a to weekendem a to dniami w normalnym wymiarze godzin. Mąż natomiast dostaje normalną pensję, nadgodziny i premię. Oczywiście mógłby dobić nadgodziny, mieć pensję za nas dwoje, ale w którymś momencie mimo wysokiej pensji, godzinowa stawka byłaby tzw. stawką studencką. Tymczasem ja siedziałabym całymi dniami w domu. I jak tu znaleźć złoty środek?...
  • Oj, dziewczyny, prowokujecie mnie, żeby posta na ten temat popełniła, tylko się boję, że będzie zbyt sfrustrowany..

  • Jacquelane

    Chyba nie da się znaleźć złotego środka. Ja w październiku zaczynam robić studia magisterskie, więc praca odpada przynajmniej przez następne dwa lata, bo zamierzam studiować dziennie. Do tego opieka nad dzieckiem to i tak będzie mnie kosztowało sporo zawirowania i obmyślań jak się wymienić z narzeczonym w opiece nad synem, bo on też wraca na ostatni rok po dziekance.Nie chce nawet o tym teraz myśleć, bo aż mi słabo:P

  • Dominika

    nigdy nie da sie znalesc złotego srodka.. w tym kraju nie da sie normalnie zyc,wychowywac dzieci bo niby za co? przeciez te pensje sa smieszne.. moj maz zapieprza po 12 godz zeby jakos nam sie zylo czasem jest ciezko ale musimy sobie dawac rade.. rzad tyle na obiecywal i co? zadnej pomocy z ich strony..