Poród rodzinny – za i przeciw obecności ojca dziecka

To trudny i zapewne kontrowersyjny temat. O moich doświadczeniach z innymi osobami, które można "wziąć ze sobą" na porodówkę napiszę w przyszłości. Dziś skupię się na ojcu. Osobiście należę do tych przyszłych mam, które chciałyby rodzić z ojcem swojego dziecka. Powodów jest wiele.

Dlaczego chcę porodu rodzinnego?

  • Pierwszy (dla mnie najważniejszy) to to, żeby zobaczył, że dziecko to nie tylko "włożyć i wyjąć" + przyjemność, żeby zobaczył, że trud rodzicielstwa trwa od pierwszych chwil.
  • Drugi powód (według mojej chronologii istotności) to "wyrobienie" (nie wiem jakiego słowa użyć, wypracowanie) postawy szacunku wobec kobiety. Skoro facet to wzrokowiec, to niech napatrzy się na ból i na siłę, jaką musi mieć kobieta. Przed nim życie nie postawiło takich wymogów! Uważam, że w przyszłości kobieta może odwołać się do tego wspólnie przeżytego doświadczenia. Panowie, którzy nie towarzyszyli swym żonom częściej wyrażają dezaprobatę co do stanu domu, nieugotowanego obiadu, sposobu wychowania dziecka. Tak wynika z moich doświadczeń, że po porodzie rodzinnym jest inny rodzaj więzi, oparty na większym szacunku i respekcie wobec kobiety. Oczywiście nie uważam, że towarzyszeniem przy porodzie należy musztrować faceta, ale czemu od czasu do czasu mu o tym trudzie nie przypomnieć?...
  • Trzeci powód, który wiele kobiet uważa za najważniejszy to jest wsparcie. W tym przypadku powiem nawet więcej. Uważam, że towarzystwo ojca dziecka przy porodzie to najbardziej męska i seksowna sprawa, jaką facet może zrobić dla kobiety!
Osobiście podeszłam do zagadnienia trzeźwo i nie chciałam decydować o towarzyszeniu mi przy porodzie za Ojca Mojego Dziecka (OMD). Zadałam mu więc proste pytanie, wymagające odpowiedzi TAK lub NIE. Usłyszałam NIE. OMD należy do osób, które nie lubią lub nie umieją podejmować niektórych decyzji, najczęściej nie uzyskuję odpowiedzi od razu. W przypadku tego pytania odpowiedź otrzymałam natychmiast i stanowczą. Nie będę (po kobiecemu) ukrywać, że odchorowywałam ją w duchu i w przykrości jakieś półtora miesiąca. Zraniła mnie nie tyle co jej treść a szybkość udzielenia...! Zatem Drogie Czytelniczki bądźcie przygotowane na i takie zaskoczenie, które same ze sobą musimy przetrawić! Prawdopodobnie będę jednak rodzić przez cesarskie cięcie. Przy tego typu porodzie obecne standardy wręcz przymuszają ojców do przyjęcia roli rodzica. O tym jednak napiszę więcej w przyszłości. Powinnam też wspomnieć, że w szkole rodzenia, do której chodziliśmy promowana jest właśnie taka postawa, aby o towarzyszeniu przy porodzie rozmawiać dużo wcześniej i uszanować zdanie drugiej strony. Nie może być sytuacji, że złapiemy ojca naszego dziecka za rękaw, gdy odwiedzie nas na oddział i już nie puścimy :)

Dlaczego ojciec dziecka nie powinien być przy porodzie?

SEKS I ATRAKCYJNOŚĆ Pierwsza opinia z jaką się spotkałam to to, że jak się facet napatrzy co się ma między nogami podczas porodu to zniechęci go to do współżycia. Kobieta przestanie być dla niego atrakcyjna. Osoba, która podzieliła się ze mną tą opinią wynalazła ją na forum internetowym. Inna jej koleżanka rozwiodła się podobno z tego powodu. Statystycznie w jej przypadku wygląda to tak, że po pierwsze grono koleżanek rodziło, jak nie było porodów rodzinnych a rozstanie z powodu "rozklapciochy" (określenie A.Chylińskiej) deklaruje jedna koleżanka. Niestety w pewnym kręgu mojego środowiska opinia tej jednej kobiety jest tak głęboko zaszczepiona w męskich osobnikach owego środowiska, że z góry odmawiają matkom ich dzieci towarzystwa w tej trudnej chwili... A TY MYŚLISZ, ŻE BĘDZIESZ GO CHCIAŁA PRZYTULAĆ I CAŁOWAĆ?! To kolejna opinia związana z opisanym wyżej środowiskiem, która rzutuje ujemnie na skorzystanie z możliwości porodu rodzinnego. Powinnam tu też wspomnieć, że o ile się nie mylę ojciec dziecka autorki tej opinii zostawił ją, gdy była w ciąży... Moja chęć, aby był przy mnie OMD, bynajmniej nie wynika z chęci całowania go, czy przytulania. Chcę mieć właśnie na kogo wrzasnąć, kogo wyzwać od drani, komu obiecać, że nigdy więcej dzieci (oczywiście to pod wpływem hormonów), komu wykręcić rękę i wytargać za szmaty! Nie wyobrażam sobie trenowania takich emocji na położnej! OMD nie jest mi potrzebny do słodkich chwil (te są kiedy indziej), ma znieść mnie i już ;) Właśnie to najbardziej doceniła jedna z koleżanek: - Nie wyobrażasz sobie jakie to wsparcie i ulga, gdy z jednej strony na niego wrzeszczę i go szarpię a za chwilę on mi leci po wodę mineralną lub poprawia mi poduszkę! Mój mężczyzna - powiedziała i taką opinię puszcza w świat. NIE WYTRZYMAM WIDOKU / MOGĘ ZEMDLEĆ Tym powodem OMD uzasadnił mi swoją negatywną odpowiedź w sprawie towarzystwa przy porodzie. Chcę tu jednak też zaznaczyć, że OMD jest związany z opisanym wyżej środowiskiem oraz u niego w pracy postawa mężczyzny pt. rodzić po ludzku, albo nie jest modna. Dla jego kolegów nie jest to (nie wiem z jakiego powodu) wyrazem męskości, powodem do chwalenia się, etc. Abstrahując od tego - kilka koleżanek wspominało mi nawet, że ojcowie ich dzieci po urodzeniu łożyska poszli je sobie oglądać, nazywając je wątrobą ;)

Poród rodzinny - jaka jest prawda o jego przebiegu?

Co prawda nie przeżyłam jeszcze porodu, ale wydaje mi się, że ta nazwijmy to "niemodna współcześnie postawa" wynika z niewiedzy lub nieświadomości. Trzeba jednak zaznaczyć, że wiele zależy od personelu szpitala, który zajmuje się naszym porodem. Chodzi mi o to, że mężczyzna z reguły jest od strony głowy a nie nóg, że w najbardziej krwistych momentach jest wypraszany, że nie jest zmuszany do oglądania łożyska, o przecięcie pępowiny jest pytany, etc. Jednak wiele z tych aspektów zależy od tego jak działa położna, lekarz na naszej zmianie, jakie oni mają podejście, czy praktykę. Mój ojciec 29 lat temu nie mógł być przy porodzie. Ba, nawet pierwszego dnia nie mógł wejść na oddział! Za to cały czas wystawał pod oknem!... Szanuję takie sytuacje w dobie porodów rodzinnych, bo to decyzja rodziców, ale w moim przypadku nieobecność OMD choćby na korytarzu za drzwiami jest całkowicie niedopuszczalna i właśnie taka postawa kwalifikuje go do rozwodu!
  • U mnie też dwa porody rodzinne. Kto ma być z Tobą w najważniejszych momentach jak nie ukochana osoba? Rozumiem, że niektórzy mogą zemdleć, sama mdleję z byle powodu ;) No to zemdleje – no trudno. Nie rozumiem, że kobieta może nie być atrakcyjna dla swojego faceta, jak ten zobaczy całą fizjologię porodu. A jak wymiotujesz, bo masz grypę żołądkową to nie fizjologia? No ale oczywiście każdy ma prawo podchodzić do tego po swojemu :)

  • Marta

    Ciekawa jestem czy ojciec sie jednak skusil..? U nas to bylo naturalne i tu w Irlandii to normalne, ze ojciec jest przy porodzie, a przynajmniej wielu sie deklaruje i uczeszcza na antenatal classes. Moj maz byl wsparciem, pokrzepieniem, posiniaczona dlonia od sciskania, masazysta, oparciem i ciepla reka kiedy siedzialam na pilce, motywatorem i od czasu do czasu tlumaczem, bo bol nie zawsze mozna wyrazic w obcym jezyku. Widzial przeciskajace sie dziecko i razem z polozna (jesli ciaza jest nie zagrozona porodu nie odbiera lekarz) dopingowal i mowil co robic. I… nie mogl uwierzyc ze ludzkie cialo moze az tyle. Na koniec wzial moje lozysko i pobiegl do domu wlozyc je do lodowki, zeby nastepnego dnia przekazac je do encapsulation (to chyba nielegalne w Polsce). Robil mi tez smoothie z kawalkami lozyska i dla nas obojga byla to naturalna ssacza rzecz. Aaa i nie rozumiem dlaczego ojsiec przy cesarce nie moze byc na sali, tutaj to normalne (chyba ze stosuje sie znieczulenie ogolne w razie szybkiego obrotu spraw i zagrozenia zycia). Polecam bardzo serie „Midwives” z bbc, mozna ja znalezc na youtube. Opowiada o pracy poloznych w UK, tu jest bardzo podobnie- polozna to piekny i doceniany zawod oraz perypetie kobiet, malzenstw z rozbymi problemami. Ogladalam jeszcze w ciazy, pokazalam mezowi jeden odcinek i wiedzielismy czego mozemy sie mniej wiecej spodziewac. :)

  • aska

    Rodziłam bez męża. Nawet pod drzwiami nie stał (poród w nocy). Była to moja decyzja. Wiedziałam, że źle by zniósł widok mojej osoby w bólach,opuchnietej i zmęczonej. Na pewno o drugim dziecku mogłabym pomarzyć bo nie chciał by mnie narażać ponownie na ból. Zresztą obecność męża nie zawsze jest dobra. Siostry męża wyproszono z sali bo ona źle znosiła jego obecność i nie skupiala się na porodzie. Jeśli chodzi później o stosunek męża do kobiety to zależy to tylko i wyłącznie od jego charakteru.
    Sama w pewnym momencie porodu Bogu dziękowałam, że luby mnie nie ogląda w tym stanie.
    Mężczyzna mężczyźnie nie równy. Jednego poród nie ruszy a u drugiego zostawi ślad w psychice i potem faktycznie są rozwody z tego powodu.
    Życzę Pani by wszystko poszło szczęśliwie.

  • Kasia

    Miałam taką samą postawę przed porodem. Tylko u mnie OMD bardzo chciał mi towarzyszyć. Ćwiczył ze mną mnóstwo czasu, interesował się. Kiedy okazało się, że konieczna będzie jednak cesarka, byłam załamana. Właśnie tym, że OMD nie będzie mógł być ze mną. Tuż przed cc wystąpiły u mnie paskudne komplikacje (o których lepiej nie rozwodzić się przy przyszłej mamusi, bo ja jestem dziwnym wyjątkiem). I wiem, że gdyby OMD był ze mną, nie potrafiłabym się wziąć w garść, rozpłakałabym się ze strachu albo jęczała. A ponieważ byłam sama (wśród cudownych lekarzy i pielęgniarek, ale to co innego), umiałam całą moją siłę skoncentrować na wykonywaniu poleceń lekarza, dzięki czemu moje dziecko urodziło się zdrowe. Od tego czasu zmieniło się moje postrzeganie tych spraw. I wolałabym przy następnym porodzie być sama. Nie dla atrakcyjności, nie dla czegokolwiek innego, tylko dla własnego skupienia, bo znam siebie… A mąż po porodzie pomagał mi rewelacyjnie, doceniał wszystko, co zrobiłam w domu. Myślę, że to akurat zależy od człowieka, a nie od tego, czy był obecny przy porodzie.
    Mam nadzieję, ze twój poród będzie spełnieniem twoich marzeń :) Jakikolwiek by nie był!

    • Nie. Nie zmienil zdania i choc minely 4 lata to nadal mu to pamietam. Mialam 2 cesarki, tyle co był w gabinecie przygotowań.

    • Nie. Nie zmienil zdania i choc minely 4 lata to nadal mu to pamietam. Mialam 2 cesarki, tyle co był w gabinecie przygotowań.