Gdy spodziewasz się drugiego dziecka…

Gdy spodziewasz się drugiego dziecka…

… to to pierwsze czasem zrobi Ci pranie mózgu. Udział hormonów z III trymestru nie jest tu pewnie bez znaczenia :) niemniej chcę się podzielić z Wami dzisiejszymi trzema wstrząsami, jakie przeżyłam.

 

Trzy skąpe wydarzenia, które walnęły mnie w głowę, jakbym chińskiej narkozy doznała… Takie przypadki mają miejsce zwykle, gdy cały dzień pracy Taty spędzam z przeżywiołową Córką w zasięgu naszego małego M.

Sytuacja pierwsza…

Obie jesteśmy w łazience. Segreguje pranie. Sonia kończy siusiu na sedesiku. Skupiłam się troszkę, aby nie poplątać kolorów. Znad miski wyrwał mnie jakiś dziwny dźwięk wody… Patrzę… Sonia macza swoje cymbałki w wodzie z sedesu. Muszę Wam opisywać minę Dziecka? Szybko mycie, suszenie, że fuj, że cymbałki nie piją w ogóle wody, że nie myje się ich w sedesie itd. No dobra, podeszłam do tego bardziej z uśmiechem.

Poważne, żółte światło dotyczy sytuacji drugiej. Przebierałam kartony z ubrankami dla Kondzia, bo należałoby zabrać się za odświeżającą przepierkę noworodkową. Oczywiście, że Sonia mi dzielnie pomaga, co odłożę to wysypie, albo zabierze karton. Po kilku minutach walki, gdy sobie poszła z nowym brum-brum (=karton i siedzenie w środku), opadły mi ręce i łzy spłynęły do oczu. Nie dość, że nie szło zrobić dwóch banalnych kupek ubraniowych, to jeszcze te ciuszki jakieś dziwne. Napisane, że na 3 m-ce a wielkie, jak dla roczniaka. Pomyślałam sobie – Matko, jak ty to ogarniesz, jednego nie umiesz poskromić, szafę masz malutką, wiele rzeczy nie ma jeszcze swojego miejsca, i tak siedziałam i zwyczajnie słone kropelki ciekły mi po policzku. Nie mam jeszcze syndromu wicia gniazda. Zmuszam się bardziej do przygotowań, może to też jest denerwujące? Mam taki wewnętrzny strach, że nie zdążę a z Sonią już miałam wszystko ogarnięte i byłam całkowicie z tego strachu zwolniona. Teraz jeszcze masa rzeczy mi po głowie chodzi, że o to, czy o tamto trzeba zadbać. Jestem gdzieś w połowie z realizacją.

Czerwone światło i mój kompletny nastrojowy upadek oraz apogeum dzisiejszych nerwów był, gdy dziwne dźwięki jakby szorowania zaczęły dobiegać z dużego pokoju, gdzie buszowała Sonia. Ja starałam się w tym czasie wygrzebać z czarnych myśli i wydzieliłam najmniejsze ubranka.

Wracając do dźwięków… Wchodzę i moje Dziecko (ukochane i grzeczne a jakże…) rysuje pisakiem do białej tablicy po… PANELACH! Czy muszę mówić, co powiedziałby facet, gdyby coś takiego zobaczył?…

Nie jestem zwolennikiem chodzenia za dzieckiem i zabraniania mu wszystkiego, poprawiania na każdym kroku. Sonia ma stosunkowy luz (w porównaniu do innych mam). Ja byłam musztrowana i poprawiana, nie chcę, żeby sonisiowe dzieciństwo było okraszone tylko nakazami. Sytuacje tego typu, gdy po prostu potrzebuje z jakiegoś powodu skupić się na jakiejś czynności a Sonia, jakby wyczuwała, zawsze nabroi! Tak mamy już porysowane ściany, czy nowy stoliczek, który nawet godziny nie stał czysty…!

Noworodek będzie wymagał częściej i więcej uwagi. To też dla mnie powód, aby wiecznie nad Sonią nie wisieć – liczę, że może brat będzie dla niej wówczas mniej bolesny, jeśli będzie umiała się sama zająć, bo wiadomo że reakcji starszego rodzeństwa nie sposób przewidzieć.

Tata najchętniej trzymałby krótko, bezlitośnie, jak to facet potrafi. Przykłady jednak z jego rodziny nie pokazują, żeby dzieci z podobnym temperamentem co nasze, dobrze się przy takiej metodzie chowały. Jednak muszę chyba postawić więcej nakazów. Z drugiej strony – co powiecie maluszkowi, który wyleje niechcący sok na kanapę i zaraz biegnie po ścierkę, żeby szybciutko powycierać?!!! No co powiecie?…

Comments on this post

0 Comments