Jak mama ma zaplanować dzień?

Jak mama ma zaplanować dzień?

Mój plan dnia przechodził rewolucje. Zaczynałam od – nie, no dnia z dzieckiem nie da rady zaplanować! Teraz, po ponad 40 miesiącach macierzyństwa moje podejście jest nieco inne… Zatem – jak mama ma zaplanować dzień? Zerknij, zapraszam po inspirację!

jak mama ma zaplanować dzień

Gdy minął dyskomfort związany z nową rolą w życiu, która na starcie przynosi makabrycznie wiele zmian a czasem i odlotów w inną, nie zawsze różową rzeczywistość, zaczęłam zauważać, że można zaplanować dzień z dzieckiem/dziećmi! To był dla mnie szok a sytuacja wyklarowała się samoistnie podczas… uczenia dzieci rytuałów w ciągu dnia. Dziś jestem wielką zwolenniczką poukładanego trybu dnia, choć nie powiem wdrażanie bywa bolesne nade wszystko, gdy nie ma się prawie żadnych stałych nawyków ułożonych w sekwencje. Wykluczam tu standardy, np. poranną toaletę, czy wieczorną kąpiel, chodzi o takie wydarzenia, jakie my wkładamy (lub nie) w nasz dzień.

Dobro, jakie płynie z planowania, zrozumiesz dopiero w praktyce, gdy poczujesz satysfakcję z fajnie przeżytego dnia.

Jak mama ma zaplanować dzień?

Od razu zwróć uwagę, że w ciągu tygodnia są generalnie 2 typy dni – pracujące i wolne. Zabierz się za sprawę, gdy jakiś czas po porodzie odczuwasz WEWNĘTRZNĄ stabilizację.

1. Przygotowanie pustej kartki lub czegoś innego bardziej elektronicznego z miejscem na uzupełnianie :) Nie, to nie brzmi idiotycznie, to jest bardzo twórcze!

2. Bilans własnej BIEŻĄCEJ sytuacji.

Zaprezentuję na swoim przykładzie. Muszę tu zaznaczyć, że planując przyszłość opierasz się o teraźniejszość, szczególnie mocne filary to stałe elementy powtarzalne w ciągu dnia, tygodnia, miesiąca. To nasza stabilizacja.

Zaczynam od rzeczy, które zależą nie od nas, które najczęściej wynikają z czynników zewnętrznych. Tutaj mam:

– praca zawodowa męża – na pierwszą zmianę*

– Sonia jest przedszkolakiem – też na ranną zmianę oczywiście ;)

Utrwalenie tych 2 aspektów spowodowało, że mogłam wygospodarować sobie miejsce dla siebie poza domem, gdzie chodzę, gdy mąż wraca z pracy i zjemy wspólny obiad. Była to moja potrzeba ogromnej wagi, ponieważ nie czuję się dobrze w roli gospodyni domowej i zazdraszczam wszystkim paniom, które mają inaczej.

Potem zabrałam się za elementy naszego prywatnego rozkładu dnia, które się utrwaliły, czyli o której godzinie dzieci budzą się i idą spać oraz drzemki w ciągu dnia.

3. Zapełniam swoją kartkę stałymi wydarzeniami.

Gdy zrozumiałam, że to wypala i jest stabilne, wykluczam choroby, czy inne okoliczności życiowe, te trzeba brać pod uwagę i uznać, że świat się nie zawali, jeśli się wydarzą. Wtedy patrzę na swoją kartkę i dochodzę do wniosku – ile ja mam jeszcze czasu! Ze względu na długi, musimy baczniej zwracać uwagę na finanse. Co zauważyłam, że te 10h, kiedy mąż jest w pracy a ja z synkiem, przelatuje przez palce. Bez krzywdy dla dziecka, mogłabym zwiększyć ilość godzin dla siebie. W przypadku córki w jego wieku, już od kilku miesięcy miałam wsparcie w opiece…

4. Znalezienie lepszych rozwiązań na puste czasowe przestrzenie.

Spędzanie czasu z dzieckiem nigdy nie jest puste, nie o to chodzi. Nic się jednak nie stanie, jak przez kilka godzin mamy nie zobaczy, przecież taka ma być jego przyszłość, że zacznie przebywać poza domem a z czasem kiedyś się wyprowadzi. Być może, gdyby status finansowy na to pozwalał, myślałabym inaczej, ale nie pozwala i dobrze wiecie, że nie jestem jedyna z takim problemem.

W momencie, gdy poczułam się dobrze z kształtem dnia, postanowiłam dorzucić sobie nowe elementy i kilka zmodyfikować.

Tak wyklarował się plan na przyszły miesiąc…

Poniżej rozpisałam standardowy idealny dzień powszedni :)

PLAN DNIA MOJEJ RODZINY

4:30 – dzwoni budzik męża

trwa toaleta męża, szykowanie kanapek, przygotowanie Sonii do przedszkola, ubieranie i papa

5:20 – zostaję z Konradem, przy czym ostatnio o tej porze już nie zasypia, co bardzo do niedawna mnie denerwowało i nadal czasem irytuje. Obliczyłam ostatnio, że jestem całkiem wyspana, gdy sen nocny trwa u mnie 9h a nie 12, jak wynikało z wcześniejszych doświadczeń. W nowym miesiącu (a w sumie od teraz) postaram się już nie dosypiać i nie starać się kłaść na siłę Konrada. Trudno o tej godzinie zachować w spokoju prawie 2-latka, jednak biorę to na klatę.

W tym czasie mamy: RYTUALNY PORANEK (nowość) toaletę, śniadanko, zabawę i co tam jeszcze fantazja relacji matka-dziecko nam podsunie. Co do poranka to spis czynności i tradycyjnych i motywacyjnych ułożony w stałej kolejności. Ma to programować dzień na bardziej przebojowy i zmotywowany a nade wszystko w moim przypadku – nabrać wreszcie dobrych nawyków!

Przykładowe czynności i ich kolejność:

1. Hasło motywacyjne zaraz po przebudzeniu, zum Beispiel: Dziś będzie udany dzień!

2. Coś dla brzuszka Konradka + szklanka wody dla mamy.

3. Ubieramy się.

4. Idziemy z psem na około 30 minutowy lub dłuższy spacer po zalesionej okolicy – deliszysz!

5. Jemy w duecie śniadanko

6. Łykam bombę witaminową, niestety syntetyczną, ale wykluczam tym samym kawę.

8:00 – przybywa odsiecz :) Nowy element, którego wcześniej nie było a od tygodnia się sprawdza i deklaruje, że do Świąt tak zostanie :)

8:30 – 11:30 – jestem u siebie, sama ze sobą i garścią ciekawych rozwijających zadań, choć 2 minutki od domu.

Gdy wracam Konrad ma drzemkę i tu uwaga – prawie zawsze zasypia około 11, pod warunkiem, że nie uda mi się go utulić do snu rano. Gdy zasypiał ponownie to drzemki albo nie było, albo pojawiała się około 13-14 :-/

12:00-15:30 – kolejna porcja czasu z synkiem :-D Także pora na przygotowanie obiadu a czasem i na samym początku kolejna godzinka na sprawy własne. W grudniu jest to szykowanie prezentów :)

16:00 – jesteśmy w komplecie i jemu wspólny rodzinny obiad.

przed 17:00 – po 20:00 – znowu znikam z domowych pieleszy na rzecz dalszego załatwiania swoich spraw wszelakich. Gdy wracam – dzieci śpią.

ok. 20:30 – w zależności od chęci, jest czas męża na granie i inne formy odpoczynku, lub wspólny wieczór.

RYTUALNY WIECZÓR (nowość) analogicznie do poranka. Jest to program konkretnych czynności w określonej kolejności. Dzielimy go z mężem, bo to on zaczyna od przygotowania córki do snu, po godzinie – syna. Gdy leże w łóżku – jest czas na podziękowanie za miniony dzień i zapisanie osiągniętych sukcesów.

22:00 – najlepiej być już w łóżku a jeszcze lepiej spać, jeśli dzień rozpoczyna się około 5 rano i to niezależnie od tego czy mi się to podoba, czy nie…

NOC – jeśli się coś dzieje, to sporadycznie, najczęściej około 1 lub 3 w nocy. Do udźwignięcia!

Zatem Drogie Mamy – spokojnie, czas leczy wszystko. Wraz z wdrażaniem się w temat, z lepszym identyfikowaniem swoich potrzeb, kaftanieniem mózgu i co tam Wam się jeszcze może przytrafiać – nabędziecie stosownego powera, aby poukładać swoją strefę komfortu. Przyjdzie taki moment, bez obaw. Kto, jeśli nie Wy! Tak ode mnie prywatnie – jesteście tak samo ważne, jak dziecko, nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej! To od Waszej formy zależy dzieciństwo Waszych pociech. Podobnie w przypadku tatusiów – mają 50% wkładu w te nasze istotki.

Trzymam kciuki i gratuluję dobrnięcia do końca tekstu!

______________

* przerabialiśmy w minionym czasie kilka tygodni z nockami. Warto nadmienić, że propozycją kierownictwa były popołudniówki, ale mąż woli pracować na noc. W przypadku pójścia do pracy na popołudniu ległaby nam logistyka dnia, padła ekonomia czasu, etc.

[subscribe2]

Tags:

Comments on this post

2 Comments
  • Bardo przydatne rady. Chociaż czasami dzieci wywracają nasze plany do góry nogami i dla mnie to jest właśnie w tym wszystkim najtrudniejsze.

    • Akurat walczymy być może z wirusem i nie wiem czy mam zostawić przedszkolaki w domu, czy jednak puścić, bo taki sezon. To prawda, trzeba lat, aby troszkę wyrosły i większej ich samodzielności :)