Jak wykorzystałam jesienną chandrę na swoją korzyść?

Jak wykorzystałam jesienną chandrę na swoją korzyść?

To nie będzie wpis o wadach listopada. To nawet nie będzie milion dwustu tysięczny trzeci wpis o rozwoju osobistym. To moja osobista historia, która zmieniła się po latach jesiennej chandry.

jesienna chandra. liście w wodzie

Jak to się zaczęło?

Odkąd pamiętam jestem jedną z tych dziewczyn, kobiet, mam, które ciężko dotyka jesień. Pora pełna nostalgii, wody i ciemności. Moje pojmowanie trzeciej części roku zmieniło się wraz z macierzyństwem. Większą rolę zaczęły odgrywać kasztany, dynia, kolory, czego najlepszym dowodem są wszystkie nasze jesienne inspiracje. Urodzenie dwójki dzieci nie zmieniło jednak tego, co się psychicznie i fizycznie działo w moim organizmie.

Co się stało pewnego dnia?

Któregoś roku przyszła kolejna jesień, pełna głębokich, ale dołujących myśli. Znowu te migreny o skali seksistowskich dogadywanek. W ogóle wszystko było nie tak. Taka jesienna chandra. Gorsze to, niż PMS a do dzieci trzeba z uśmiechem, czasem zdusić żal itd. Tamtego roku użalałam się nad sobą tak głęboko i tak dużo, że wspomnianego pewnego dnia jesienią rok później, moja głowa zamiast smutku, zaczęła się śmiać…

Jakby sam organizm powiedział mi: dziewczyno, już wszystko przemyślałaś, grube okulary, brzydką kurtkę, jabłkową otyłość, matczyną beznadziejność i co tam się jeszcze wyciąga, gdy za długo pada deszcz lub całymi dniami nie ma słońca. Oczywiście pewna część dolegliwości, np. bóle głowy została, ale ten pewien dzień uświadomił mi jak mądra jestem (myśliciel) i jak dobrze umiem z tego myślenia wyciągać wnioski. Nie pozostało mi nic innego, jak myśl przekuć na czyn. Ja wiem, to mówi każdy coach, ale ja na szczęście trenerem życia nie jestem. Jestem egoistką, dbam myślami o siebie, ale po skutecznym wcieleniu ich w życie, chciałabym altruistycznie podzielić się z Tobą tym, czego dokonałam. A co Ty z tym zrobisz, pozostawiam Tobie!

Jak jesienna chandra zmieniła moją jesień i w ogóle życie?

Jedno życie i tyle godzin w d…!

Najpierw ni stąd ni zowąd pojawiła się w mojej głowie myśl kalkulująca. Obliczyłam ile godzin zmarnowałam na bezproduktywne użalanie się nad sobą. Niestety nie wliczam w to godzin napadów migreny, bo na te pomysłu nie było, tylko przy okazji całego procesu dokuczają mi mniej. Pozwól, że zatrzymam wynik dla siebie, ale jest to liczba obiektywnie duża, jak na 30 dni w miesiącu.

Dobra, akceptuję ten wynik!

Po kilkudziesięciu latach życia, nie chciałam walczyć z kolejnym wrogiem i tracić, i tak małych zasobów energii. Udało mi się jednak włożyć masę pytań między jesienne rozmyślania.

  1. Dopada mnie jakaś popularna jesienią myśl.
  2. Mówię sobie tak: no dobra, ale dlaczego tak jest?
  3. Wtedy bardzo często pada odpowiedź: nie mam na to wpływu.
  4. To dalej pytam siebie: czy jesteś tego pewna?
  5. Tu mój kochany mózg zaczyna mieć wątpliwości, pojawia się niejesienna ekscytacja, że mam coś do rozwiązania.
  6. Rozwiązuję.

Przykład. Noszę okulary nie przez wszystkich akceptowane i kiedyś, i sporadycznie dziś. Grube okulary. Choć noszę je odkąd pamiętam, od 3 roku życia, to właśnie jesienią trzeba to wywlekać. To dokłada jesiennej chandrze do pieca i ta rozlewa się swym pseudo ciepełkiem po całym ciele. Jednym słowem: kompleks. No dobra, ale dlaczego tak jest? Dołuję się, bo nie mam wpływu na to, jak obcy człowiek lub znany z widzenia zachowa się wobec mnie, albo co gorsza jakiś młodzieniec idący właśnie z grupą znajomych. No i tutaj chandra nadal chce być górą. Do tego dorzucam kolejne pytanie o pewność swej racji. Nagle dzieje się cud! Zaraz zaraz to ja użalam się nad jakimiś zapewne smutnymi ludźmi, mam siebie za brzydką i obciążoną przez los denkami od słoików… W tym momencie absolutny milion myśli. Mam umysł popcornowy. Takie szczęście! Gdy dochodzi do podsumowania – podejmuję decyzję – będę reagować. Faktycznie za jakiś czas za plecami powtórzył się komentarz pt. sowa. Na co ja z uśmiechem odwróciłam się i powiedziałam: poczekaj kilka lat i wtedy porozmawiamy.

Do rzeczy, o jesiennej chandrze miało być

Jesień i jej smutna przypadłość do rozterek i rozmyślań jest DOSKONAŁYM CZASEM na decyzje! Skoro nic się nie chce, tylko kontemplować, siedzieć pod kocykiem, to kontempluj. Przejedz to w myślach, rozłóż na czynniki pierwsze na papierze, jak wolisz. To niezwykle owocny czas, przychodzą takie argumenty, że największy siłacz nie da im rady i kolej parowa nie przepchnie. Rzecz w tym, że przynajmniej mi, tylko się tak wydawało.

Na deser kilka słów o moich jesiennych zwyczajach

Z dedykacją dla jesiennej chandry wyrobiłam sobie kilka nawyków, których pilnuję o tej porze roku, bardziej niż podczas innych. No może jeszcze zimą mocno zwracam uwagę na 3 pierwsze.

  • Zaczynam dzień od szklanki przefiltrowanej wody. Jestem dumna z tego nawyku, bo wszedł mi w krew podczas świadomego wyrabiania. Często jest tak, że siedząc przy biurku nie wypijesz nawet jednej szklanki czegokolwiek. Ja tak mam, gdy wpadam w trans pracy. Potem na koniec dnia okazuje się, że wypiłam 4 szklanki, co jest stanowczo za mało, choćby dla samej skóry. Podkreślam „przefiltrowanej”, bo gotowana ma wszystko wygotowane ;) a chcę wprowadzac do organizmu jakieś wartości a nie tylko ciecz.
  • Zamieniam kawę na zieloną herbatę. W moim przypadku ma podobne działanie pobudzające, choć nie od razu to zauważyłam. Zaparzam herbatę do uzyskania jasnego, ale nie lurowatego koloru, jakieś 3-4 minuty – taka bardzo dobrze reguluje mój nastrój. Przy czym nie mam specjalistycznych zaparzaczy. Wsypuję herbatę do sitka, kładę na szklance, zalewam tak wysoko, żeby liście były przykryte. Nakrywam spodeczkiem i parzę. Używam jedynie białej przezroczystej szklanki a nie popularnej brązowej. Wielkim smakoszem kawy nie jestem, ale gdy są takie dni, że trzeba by sięgnąć po drugą, to sięgam i wtedy jest to kawa a nie herbata.
  • Zapalam światło. Jest ciemno i już. Nawet rano, odpalam pełen zakres światła. Mimo narzekań męża, przyzwyczajonego z domu np. do przebywania tylko przy świetle ekranu telewizora. Być może elektryczna jasność nie jest oszczędna. Żarówki mamy wysokiej klasy. Wolę więcej zapłacić za prąd, niż męczyć oczy i musieć zmieniać okulary, które w moim przypadku kosztują najniższą krajową pensję netto. Nie dość, że oczy lepiej działają przy świetle, to ich dobre funkcjonowanie nie powoduje bólu głowy. 
  • Wzięłam się za rękodzieło, którego podczas innej pory roku nie da rady tak świetnie realizować. Jeden z efektów widzisz poniżej.

Bierz z jesieni garściami, nie tylko liście, ale czas na myślenie!

Tags:

Comments on this post

25 Comments
  • Też nie przepadam za tą porą roku. I też cierpię fizycznie (jazdy z niskim ciśnieniem, migreną) i psychicznie. Ale jakoś mi lepiej po Twoim tekście. Nie ma to jak złapać dystans!

    btw, sformułowanie „umysł popcornowy” mnie zachwyciło. Może dlatego, że zdaje się, że też mam taki i uważam, że to idealne określenie!
    Pozdrawiam serdecznie!

    • To bardzo miłe co napisałaś! Z tym popcornem to podobno określenie specjalistyczne. Chodzi oczywiście o ogromne nawały pomysłów, które (nie)stety są przedzielone okresami stagnacji. Uczę się je jakoś ogarniać, żeby jak najwięcej chwytać, najwyżej potem ich nie wykorzystuję.

  • Myślę, że jesienna chandra bierze się stąd, że cała natura zwalnia a my nie chcemy zwolnić. I ten smutek jest po to, by nam przypomnieć, ze powinniśmy o siebie dbać. I faktycznie, ten ciemny i zimny czas jest bardzo dobry na refleksję, regenerujący odpoczynek i rozwojową pracę nad sobą.

    • No i po co dlubalam cały wpis, jak można to tak treściwie zgrabnie ująć?!…

  • Cudowne są kwiaty z liści :) Kiedyś jak zrobiłam bukiet to stal cały rok, aż już był tak zakurzony że trzeba było wyrzucić ;)

    • Jak psikniesz lakierem do włosów i porządnie wyschnie to sporo można zdmuchnąć, ale to prawda – rok jest deathlinem dla takich ozdób.

      • Ma jeszcze jedną ewentualną wadę – po dłuższym czasie przy zbyt nieostrożnym obchodzeniu się kruszy się :D Co nie zmienia faktu, że jest piękne i już <3

        • Jeśli nadal czasem robisz takie dekoracje, to polecam super mocny najtańszy lakier do włosów. Działa cuda z kruszeniem też :)

  • Pawel Komosa

    – Idzie jesień, będzie psychicznie trudniej – jak mawiał Marcin Świetlicki…

    • Byłam na spotkaniu, koncercie, recitalu. Bardzo ciekawy człowiek!

  • Krystyna Polek

    a ruch? Jeszcze niedawno spacerowałaś/biegałaś? Świeże powietrze dotlenia i pobudza komórki w mózgu odpowiedzialne za samopoczucie (m.in. endorfiny)

    • Okolica do biegania w porównaniu z poprzednią jest do jelita grubego, żeby nie powiedzieć do d. Za to mieszkam w wieżowcu i nie wiem czemu nie zaczęłam jeszcze chociaż chodzić po schodach, to jest świetne na każdą pogodę. Może kłopot w tym, że mieszkam na… parterze ;) a stąd daleko do 11 piętra. Pracuję nad tym, żeby się przemóc, bo to świetna okazja takie lokum i już wtedy nie będzie wymówek, jak mi w krew wejdzie ;)

      • Krystyna Polek

        Ja mam możliwość biegania tylko wieczorami i doceniam miasto – lampy przy ulicach i ruch na chodnikach. Czuję się bezpieczniej, a zawsze to jednak świeże powietrze :)

        • Jak widzę biegających przy ulicy, to zawsze zastanawiam się, czy to jest zdrowe. Zdrowsze niż siedzenie w miejscu. Z drugiej strony więcej powietrza dostaje się do płuc i pytanie o jakość składników tego powietrza.

  • Co do światła – dużo zależy od jego barwy, temperatury. Są żarówki, które swoją trupią poświatą potrafią wpędzić w niezłą deprechę.

    • Ja nie lubię wytrzeszczania oczu, żeby coś zobaczyć :)

  • Jeśli zamienisz sobie te okulary na szkła, jeden problem rocznie Ci odpadnie :-D
    Warto jeść witaminę D – wszyscy mieszkający w Polsce mamy jej chroniczny niedobór – i to też przyczynia się w dużej mierze do naszego kiepskiego nastroju jesienią.

    • Nie mogę zamienić na szkła kontaktowe, bo oko mi ucieka. Próbowałam już wszystkich kombinacji, aż zrozumiałam że chcę mieć te moje binokle. Okulary obecnie kocham, staram się załapać w VE na ubezpieczenie – właśnie w tym miesiącu mi się kończy, wówczas jest dużo taniej. Łykam, łykam, ominęłam to, bo wszędzie o D czytam :)

  • Zabrzmi to prozaicznie ale odkryłem dzięki Tobie dlaczego mogę mieć suchą skórę na łokciach. Muszę wprowadzić taki sam nawyk. Dzięki :)

    • Miło mi, że mogłam coś podpowiedzieć. Ja się budzę z niedoborów wody, gdy zaczynam mieć chropowatą skórę na stawach palców. Łokcie poprawiły się przy okazji. Dla nas dorosłych jakieś 8 szklanek dowolnego picia dziennie, wliczając zupę itd. Wystarcza. Znaczy zupa nie w sensie piwo ;) chociaż tez może być :) Przyzwyczajenie się do 8 szklanek jeszcze przede mną, bo z natury jestem zapominalska, ale korzyści są ogromne. Udaje mi się, gdy mam przed nosem butelkę z wodą i wiem ile jeszcze muszę wypić. tak, zmuszam się a potem się cieszę ;)

      • Są aplikacje na telefon które przypominają o wodzie. Może w Twoim przypadku się to sprawdzi.

  • Okulary po prostu gorzej komponują się z kurtką i to jest ten problem… Dla mnie jest to zawsze powód, żeby na dłużej zatrzymać się przy kupnie zimowej kurtki i kupić taką naprawdę ładną! Póki co, kupuję już drugi miesiąc :D
    Chyba od jutra wdrożę Twój nawyk z wodą. Też już widzę u siebie ten problem.

    • Mam kurtkę zimową i to w kolorze, jakiego wcześniej nie miałam ;) i czapkę do komplety i nowe buty ;) Wycwaniłam się i wywaliłam kurtkę, bo była brzydka w sensie zniszczona. Wodę polecam. Trudno mi było się przyzwyczaić, około miesiąca to trwało, ale mój bilans wody mnie przerażał. Choć tą jedną szklankę na plus chciałam ugrać. Wieczorem sobie szykuję i stawiam w takim miejscu, na które na pewno rano się natknę ;) No i udało się! Teraz już pierwsze co idę po szklaneczkę. Można też z cytryną ;)