Międzynarodowy Dzień Książki Dla Dzieci

Dzień książki dla dzieci, według panujących trendów powinien być codziennie. Jednak 2 kwietnia to dzień międzynarodowy, służący rozgłosowi i polecaniu sobie różnych publikacji. Krótka prezentacja tego, co znalazłam na naszej półce. dzień książki dla dzieci, czytamy misiom

Nie wyobrażam sobie domu bez książek!

To zdanie mówi wszystko. Książki odkąd pamiętam, otaczały mnie i były istotnym elementem mojego życia. Nie ukrywam, że czasy dojrzewania, czy jakiś taki dziwaczny etap szpanerski, pojawiający się od czasu do czasu, prowokowały mnie do zakupów modnych wydawnictw tylko po to, by stały na półce... ehem... wiem... bez komentarza. Powtarzałam wtedy: lubię książki mieć. Książka a konkretnie słowniki, były zmorą mojego dzieciństwa. Kiedy rówieśnicy dostawali zabawki i ubrania, ja - książki. Nie cierpiałam tego, było mi przykro. Trzeba było lat, abym doceniła tamte sytuacje, choć sama kupuję dzieciom nie tylko książki. Gdy urządzaliśmy pokoje naszego mieszkania, projekt zabudowy obejmował przede wszystkim półki na książki. Wniosłam ich w rodzinę kilkaset... mój kochany pozytywizm, czy romantyzm, Mickiewicz, Słowacki, Sienkiewicz i Prus... Wiem, zabiłam Was tymi nazwiskami... Szkoda tylko, że zmienia się kanon lektur, bo moje pociechy miałyby swoją własną czytelnię.

Ulubione książki Córki

Gdy Sonia była niemowlakiem wprowadziłam czytanie wierszy Tuwima, np. Pstryk. Czemu akurat pan Julian? To całe moje dzieciństwo! Miałam kasetę magnetofonową z nagraniem polskich aktorów, które do dziś brzmią mi w uszach. Więcej tym, co na początku czytałyśmy napisałam TU. Od tamtego wpisu nie czytałyśmy codziennie. Sonia nie usiedzi na miejscu. Trochę zmieniło przedszkole, gdzie na pewno mają czytane. Trzeci rok był dość trudny czasowo, mijałyśmy się w domu. Na szczęście, mam realny do wykonania plan, aby spędzać więcej czasu przy wertowaniu kartek. Od jakiegoś miesiąca Sonia weszła w nowy etap - przeglądanie książek związanych z poznawaniem świata. Ostatnio najbardziej lubi atlas ciała człowieka. Był też moment, że podchwyciła pomysł tworzenia własnej książki. Trzeba było zszywkami zszyć grzbiety złożonych kartek a Sonia zapełniała kolejne strony rysunkami. Gdzieś po drodze najbardziej rozbawiały mnie obrazki, gdy Sonia pokazywała naszej goldence obrazki i tłumaczyła co na nich jest. Konradek lubi czasem usiąść obok psa i coś obejrzeć. ksiazka

Maluszkowe publikacje dla Synka

Pamiętam, jak z Sonią przesiadywałam przy książeczkach obrazkowych i opowiadałam jej co się dzieje. Przyznaję, że nie wiem z jakiego powodu w ten sam sposób nie pracuję z Konradem. Ma sporo dodatkowych bodźców, jak pies i siostra, czego ona sama nie miała. Ponadto na potęgę zjada książki. Bardzo tego nie lubię, ale niestety mam dzieci, które strasznie niszczą swoje publikacje. Kolejna różnica to odwrócenie się od książeczek dźwiękowych. Widoczna na zdjęciu jest pierwszą książeczką Sonii. Na razie nie ma literatury, która by się wyróżniła.

Nasz dzień książki dla dzieci będzie częściej niż raz w roku

Dotrwałam do mojego upragnionego etapu, kiedy to dzieci chcą słuchać czytania. Coraz częściej we troje sadowimy się na łóżeczku lub kanapie i zaczytujemy historie o Smerfach albo baśń o Królowej Śniegu. Mam pełno książek z mojego domu rodzinnego. Chcę je wykorzystać. Zauważyłam, że język sprzed 20 lat trochę się różni, ale na szczęście daję radę przełożyć go na coś bardziej współczesnego. Niektórych książek osobiście nie znam a mam na półce. Czekam na dzień, w którym Córka sięgnie po moja ukochaną Ronję córkę zbójnika. Marzy mi się, aby Dzieci z Bullerbyn usłyszała w interpretacji Edyty Jungowskiej. To drugie jest realne do spełnienia już całkiem niedługo.