Minimalizm i maksymalizm pierwszego tygodnia

Minimalizm i maksymalizm pierwszego tygodnia

Wiele z tych spraw, o których tutaj wspomnę, wynieśliśmy z nauk w szkole rodzenia. Poznaną teorię poparła praktyka, zatem koniecznie chcę się z Wami tym podzielić!

pierwszy tydzień

Pierwszy tydzień jest bardzo ważny, jeśli nie najważniejszy. Paradoksalnie dlatego, że jeszcze nie do końca odczuwamy rodzicielską rolę w tym momencie. Jest to te kilka dni szoku, kiedy dopiero staramy się odnaleźć w nowej sytuacji. Nie umiem zdefiniować żadnego ze swoich uczuć, jakie miałam w tym czasie…

1. Minimalizm = jak najmniej czasu poświęcać na czynności nie związane z dzieckiem

Poniżej opisałam dwie, moim zdaniem, najsensowniejsze porady, aby pomóc sobie w tym temacie. Mała Kruszynka mimo że śpi, je, to będzie absorbowała Waszą uwagę. Każde otwarcie oczek, ziewanie, cokolwiek to dla Was będzie przeżycie. Znam (sama taka byłam) rodziców, którym większą frajdę sprawiało patrzenie na nie nierobiącego noworodka, niż na telewizor, czy komputer. Własnie komputer – jeśli nie musicie, odstawcie, bądźcie wtedy razem z najbliższymi, a nie z maszynami!

2. Maksymalizm = jak najwięcej czasu poświęcić dla domu, w rozumieniu nie budynku a nowo uzupełnionej rodziny

Punkt 2 wynika z 1. Chcę po prostu mocno to zagadnienie podkreślić!

3. Minimalizm = jak najmniej rodziny i znajomych, którzy bezpośrednio nie pomagają na co dzień

Przede wszystkim mam tu na myśli zarazki, które przynoszą osoby z nami nie mieszkające. Warto dać maleńkiemu organizmowi chwile, aby oswoił się ze swoim otoczeniem, przyjął żyjące w nim bakterie. Poza tym, jeśli nie żyliście zbyt towarzysko wcześniej, to taki spęd ludzi będzie działał Wam na nerwy. Zamiast się oswajać z nową życiową rolę, będziecie ciągle kogoś obsługiwać. Nie wspomnę tu o wypoczynku, bo nie słyszałam jeszcze, aby noworodek (do 6 tyg. życia) nie płakał w nocy. Pewnie gdzieś takie dzieci żyją, ja osobiście nie znam. Goście będą potęgować Wasze zmęczenie. Weźcie tu jeszcze pod uwagę typowo fizyczny aspekt – ból po porodzie (bez względu na typ, czy naturalny, czy cesarka).

4. Maksymalizm = jak najlepsze i najbardziej szczegółowe przygotowanie na „początek rodzicielstwa” przez rozwiązaniem.

Zdziwiłam się, gdy koleżanka doradzała mi, że powinnam nagotować sobie obiadów. Pomyślałam wtedy, że to bzdura. Teraz dziękuję Bogu, że miałam w zamrażarce kilka gotowych dań. Niektórzy rodzice w tym czasie zamawiają po prostu jedzenie do domu. Mniej więcej na tym samym to polega, tylko jest droższe, ale uwierzcie… nie będziecie myśleć o obieraniu ziemniaków! Wasze życie właśnie się diametralnie zmieniło, w sposób, w jaki Wasza świadomość jeszcze tego nie ogarnia!

Najgoręcej polecam porobienie gotowych dań, które zamrozicie i zwyczajnie będziecie odgrzewać. Nawet rodzic, który dotąd w kuchni dużo nie siedział, będzie umiał obiad przygotować!

Jestem także zwolennikiem maksymalnej zorganizowanej pomocy w tym czasie. Pewnie najczęściej  będzie to szczęśliwa babcia, ale tak na prawdę chodzi o kogokolwiek, kto mógłby być przy Was przez ten pierwszy dziwny czas, abyście mogli powoli się wdrażać. Ważne dla mnie było, aby była to jedna osoba, no może dwie. Chodzi o to, aby na dzień dobry życia za dużo zarazków się nie kręciło w powietrzu. Zwróćcie też uwagę na organizację. Nie przez przypadek określiłam taką pomoc, jako zorganizowaną. Jeśli zauważycie, że Wasz pomocnik nie bardzo radzi sobie z dzieckiem, to odeślijcie go na zakupy, do sprzątania, gotowania, etc. Sugeruję, aby pomoc szczególnie odciążała Was. Wyręczanie (zbyt częste) przy dziecku, upośledza zdolności rodzicielskie (przynajmniej czasowo).

My takiej pomocy ostatecznie (z przyczyn rodzinnych) nie otrzymaliśmy, dlatego wiem, jak bardzo by się przydała. Choć wszystko ma dwie strony!

Jak wyglądał nasz pierwszy tydzień?

15. kwietnia urodziła się Sonia

16. kwietnia spędziłyśmy w szpitalu. Uwierzcie mi, tutaj nie czuć aż tak bardzo, że się zostało rodzicem, bo na pomoc personelu, czy sąsiadki można liczyć :) Nie robi się maksymalnej ilości czynności osobiście.

17. kwietnia byliśmy już w domu

18. kwietnia oswajanie z domkiem, wizyta dziadków, wyjazd karetką do szpitala z powodu zielonej kupy i strasznych bóli brzuszka Sonii (pewnie kiedyś będzie opis w innym wpisie)

19. kwietnia – bardzo męczący, nieoczekiwana pierwsza wizyta położnej i udrażniający kanały mleczne masaż piersi (do dziś mnie bolą, jak o tym pomyślę!), potem była umówiona sesja noworodkowa z naszą panią fotograf :) która przyjechała ze sprzętem do nas do mieszkania, aby nie torturować zbytnio maluszka. Popołudniu odwiedziny drugiej babci wraz z kuzynem i moją szwagierką. Nie dość, że ta ostatnia stoczyła wówczas ze mną najbardziej upadlającą mnie rozmowę w moim życiu (na pewno Wam kiedyś to opiszę), to jeszcze niestety nie wykurowana do końca babcia i kuzyn, zostawili nam jakiś wirusek, który lekko nam namieszał.

20. kwietnia – pierwsze werandowanie

21. kwietnia – odwiedzinki rodzinki, czyli Cioci, która nam najbardziej przy Sonii pomogła i najbardziej nas rozumiała

_____

Tekst pisałam 16.04.2013 r., z perspektywy doświadczeń całego roku. Publikuję go jednak w kolejności chronologicznej w odniesieniu do naszego życia.

Tags:

Comments on this post

0 Comments