NIE dla uchodźców, ALE…

NIE dla uchodźców, ALE…

Odkąd pojawił się problem z nowymi mieszkańcami Europy, staram się ogarnąć ten temat. Nie czuję się specjalistą z polityki, geografii, czy historii współczesnej. Mam ciary na samą myśl o tych dziedzinach. Usiłuję także nie dać się zmanipulować medialnym przekazom i obrazkom. Zbieram to, o czym ludzie rozmawiają między sobą, co publikują mniej popularni dziennikarze, czy o czym piszą blogerzy. Złożyło mi się wreszcie z tego wszystkiego moje własne zdanie i chcę się nim podzielić.

oboz-zatari

  • Polak za granicą. Zarzucono nam ostatnio nasz opór do przyjęcia nowych mieszkańców. Uzasadniono to milionami Polaków i ich potomków poza granicami kraju. W porządku, tylko że jak o nas mówią lub mówili – słyszałam o złodziejach, ale tez o pracowitości. Obecnie na emigracji niestety coraz częściej to Polak Polakowi wilkiem i sobie wydziera i podkopuje pod sobą dołki. Jednakże nie słyszałam ani razu, że Polak jest leniwy. Jest kreatywny, ucieka od opłat – OK, ale jednak pracuje na czyjąś rzecz tam. Ktoś lub wybrany kraj ma z niego pożytek. Przecież też uciekał przed biedą, głodem i brakiem przyszłości. Zrobił nawet więcej, niż uciekinierzy napływający obecnie na kontynent europejski – rozłączył się z rodziną. To jest zupełnie inna postawa i uważam, że nie należy jej porównywać, bo Polak częściej odpracuje i zapracuje na to nowe życie. Tymczasem oczekuje się od Europejczyków zapewnienia wszystkiego, od kasy za nic począwszy.
  • Pomysł Niemiec na demografię. Z początku wydawał mi się fajny, teraz juz mniej. Wszystko będzie pięknie, jeśli nowy lokator podejmie tam pracę. Będzie mógł i chciał utrzymać rodzinę, no i oczywiście jeśli papierologia zacznie się zgadzać, np. obywatelstwo minimum podwójne. Pisząc wcześniej o emigracji zwracałam uwagę, że emigrując musimy spełniać pewne warunki, aby mieć pracę trzeba mieć stały adres zamieszkania, itd. Niech to się wszystko zgra. Są kraje, w których imigrantów (uchodźców) podzielono – ci co pracują – żyją normalnie, reszta została zamknięta w obozach z zapewnionym minimum do przeżycia. Niby z czego dana narodowość ma utrzymywać nowych członków populacji, gdy ci nie chcą na siebie zarabiać. Od zawsze życie praktykuje na mnie zasadę coś za coś, wydaje mi się słuszna. Nie chcesz pracować, to masz gorsze warunki.
  • Marnowanie jedzenia. Czy ktoś uciekając przed śmiercią, mając kilometry przebyte w nogach, będzie rzucał jedzeniem? Są nagrania i dowody.

Póki nie dowiem się jaki jest cel tych ludzi, jestem na NIE. Póki nie podejmą pracy tak, jak moi rodacy robią to poza granicami kraju – mówię NIE. Póki nie pojawi się względna spójność przekazu – mówię NIE.

Jestem na TAK, aby pomóc rodzinom. Stworzyć dla nich enklawy (tak to ładnie nazwę), zapewnić podstawowy start, dać matkom np. wychowawczy, zachęcić do przejęcie dzieci, których rodzice zginęli w drodze, aby nadal miały styczność z kulturą i swoimi. Zapewnić szkołę, czy może najpierw naukę języka polskiego. Pomóc w sprawach urzędowych. Jeśli rodzina jest z młodym zdrowym mężczyzną, nie ma prawo iść gdzieś na STAŻ (a nie prace od razu) – jak tam się wykaże, niech zostanie zatrudniony.

BOJĘ SIĘ, że niedługo będziemy przeludnieni. Już nie mamy jak zapracować na siebie a co dopiero jeszcze na innych. CHCIAŁABYM, żeby nowi mieszkańcy pomogli Europie żyć, tak jak my byśmy chcieli im pomóc.

Piękny przykład i oby takich jak najwięcej! – Syryjczycy w Polsce.

fot. Obóz Zaatari, źródło zdjęcia – amnesty.org.pl, dn. 31.10.2013

PS. Pochwalam postawę Lecha Wałęsy. Przykład powinien płynąc od bogatych ludzi. Jedyny problem polega pewnie na tym, że on zdeklarował i wymyślił a żona będzie się musiała zająć, bo pan wyjeżdża. Niemniej idea przyjęcia pod swój dach przez ludzi majętnych – moim zdaniem jest bardzo dobra.

Udostępnień 10

Tags:

Comments on this post

0 Comments