Nie ma Jej, mojej Mamy. Nie ma Jej już dwa lata!

Nie ma Jej, mojej Mamy. Nie ma Jej już dwa lata!

Mija kolejny rok… Drugi… Odkąd Jej nie ma, mojej Mamy. Miałam jedną rodzoną mamę, która mnie wychowywała. Byłam dla niej wszystkim, byłam przyjaciółką, rodziną, oczkiem w głowie. Poświęciła mi wszystko, nawet kosztem siebie. Tak pamiętam dzieciństwo. Jak jest teraz?

nie ma mojej mamy dwa lata

Jak minął drugi rok po śmierci Mamy?

Pustki nie zapełni nic. W sumie chwila decyduje o tym, że NAPRAWDĘ nic nigdy więcej nie będzie takie samo. Nie ma o kim pomyśleć, na kogo się zezłościć, do kogo uśmiechnąć. Nie ma tych zielonych oczu i nosa, którego nie lubiła. Nawet jeśli nie mieszka się już razem, to ma się w myślach, że ten ktoś tam jest ŻYWY, na ziemi, obok.

Nadal się do niej zwracam. Już nie tak często, ale zamiast do Boga, pytam w myślach co by zrobiła lub gdy mam kłopot – niech mi da jakiś znak ułatwiający odpowiedź. Zadziwiające jest to, że zwykle dzieje się coś, co daje rozwiązanie. Wierz lub nie, ale swego rodzaju obecność lub jej brak się czuje, lub wie. Mam wręcz świadomość wsparcia, choć gdy umierała, prosiłam, by zaopiekowała się dziećmi, że mną nie musi.

Przytrafiały mi się też sytuacje, gdy robiłam coś zwykłego, np. zakluczałam drzwi od mieszkania rodziców, nagle chwytał mnie ból fizyczny, za gardło, pojawiał się nawet bezdech i masa łez w obu oczach. To tęsknota, mocno objawiająca się TĘSKNOTA, bo jako dorosła doświadczona osoba, wiesz, że to już tylko tęsknota, że Ona nie wyjechała i zaraz nie otworzy drzwi.

Niedawno zamieniliśmy się z moim ojcem mieszkaniami, czyli wróciłam w te cztery ściany, w których Mama umarła. Zrobiliśmy w salonie, w honorowym miejscu galerię fotografii z przodkami. Naszła mnie refleksja, że choćby nie wiem co, to jednak z pokolenia na pokolenie ten ślad po przodkach jest mniejszy. Bardzo trudno pojmuję istnienie moich babć, których nie znałam. Jak to będzie z wnukami? Chciałabym, by czuły mocno obecność Babci, bo dla bliskich była nieprzeciętnie silną osobą. Mam kilka pomysłów, by wiedza o niej była i trwała. Mija kolejny rok a ja nadal nie mam siły do przerobienia jej książki, choć powinnam się z tym rozprawić raz i już.

Co to jest umieranie moim zdaniem?

Bez względu jak długo odchodzimy, czy to choroba przewlekła, czy zawał, w ciągu sekundy przestajemy móc cokolwiek naprawić, do kogokolwiek się uśmiechnąć, na cokolwiek odpowiedzieć. To jest chwila. Umieranie mojej mamy, a odchodziła powoli cierpiąc na chorobę Parkinsona, sporo zmieniło na stałe w moim życiu.

Kluczową sytuacją jest moment, w którym muszę się na coś zdecydować. Wtedy pytam sama siebie: a co byś zrobiła, gdybyś wiedziała, że jutro umrzesz? Jaki rodzaj śladu chciałabyś po sobie zostawić: A, czy B?

Od 12 października 2015 roku wcielam w życie bycie obojętnym wobec ludzi, którzy rzucają mi kłody pod nogi, wieszają psy na mnie, źle mi życzą. Jeśli nie mogę z nich całkiem zrezygnować, jestem obojętna. Przestałam się przejmować nimi, bo karma wraca i życie oddaje. Odrzuciłam chęć zemsty, uczucie nienawiści. Nie poradziłam sobie jeszcze do końca z wkurzeniem, gdy ranią potencjalnie bliskie osoby, ale pracuję nad tym. Czemu? Szkoda czasu! Nie wynika to z braku szacunku do kogokolwiek, bo każdy ma swoją historię i powody takiego, czy innego zachowania (zwykle ma większe problemy lub ograniczenia, niż ja).

Ja to ja, a wnuki?

Świeża sytuacja, kiedy to moja córka powiedziała mojej teściowej a swojej babci, że umrze, że umrze jej matka (babcia mojego męża), bo jeździ na wózku, jak babcia Basia (moja Mama). Rozumiem zdenerwowanie osoby 60+, jeśli słyszy coś takiego. Jednak słowa wypowiedziała 5-latka, która coraz więcej rozumie, ale przede wszystkim doświadczyła odejścia babci. Ową Babcię karmiła przez sondę, dotykała jej, rozmawiała z nią, pchała na wózku… Dziecko jest dzieckiem, ale nie zbywam jej najtrudniejszych pytań, zarówno o ciążę, czemu mnie boli brzuch i noszę pieluszki/podpaski, tak samo z umieraniem – odpowiadam, jeśli pyta. Cieszę się, że pyta.

Moja Mama ze mną rozmawiała o życiu. Siadałyśmy sobie, najczęściej w kuchni lub w  moim pokoju i zanim jeszcze poświęciła życie chorym na chorobę Parkinsona, rozmawiałyśmy o wszystkim. Chcę być mamą, która umie odpowiedzieć lub poszukać wspólnie informacji, która przytuli, ale i zdystansuje. Nie chcę być jej przyjaciółką, czy partnerką do rozmów, ale raczej powiernikiem, wsparciem, kimś kto wysłucha tego, co chce mi powiedzieć. 

Jestem jeszcze zagubiona w relacji z synem. Nie mam zbyt dużo doświadczeń z małymi chłopcami, zbyt dużo oznacza w sumie ZERO. Relację z dziewczynką (córką) oparłam o to, co pamiętam i podobało mi się w dzieciństwie. Chłopiec to dla mnie wyzwanie. Chciałabym jednak, żeby był wsparciem dla swoich przyjaciół, pokazywał emocje, chciał rozmawiać…

Kurczę Mamo, mam nadzieję, że te moje zmagania są dla Ciebie niezłą telenowelą o życiu!

Pamiętamy Cię!

Comments on this post

0 Comments