O co chodzi w sporze o WOŚP?

O co chodzi w sporze o WOŚP?

Za tydzień kolejny finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i znowu mamy szum medialny. Odżegnując się całkowicie od polityki, chcę napisać Wam kilka słów o tym, o co chodzi w organizacjach pozarządowych (NGO, stowarzyszenia, fundacje). Skupię się na społeczeństwie i na osobistym przykładzie.

wosp2016

Kilkanaście lat pracy w stowarzyszeniu daje mi prawo do wypowiadania się! Przez liceum i studia pracowałam jako wolontariusz, czyli non profit = bez zysku/wynagrodzenia. Jakże wszystkim członkom było wtedy zajebiście! Stowarzyszenie różni się od fundacji z grubsza tym, że to pierwsze ma członków, którzy płacą składki. Po uzyskaniu tytułu magistra, kiedy to zaczęłam zarabiać, pojawiły się zgrzyty.

Bolesna prawda o społeczeństwie polega na tym, że oczekują od działaczy społecznych dostępności 24h,  otwartego biura, załatwienia spraw na najwyższym organizacyjnym i finansowym poziomie. No i skoro to organizacja to oczywiście dla tych, co robią kasy nie powinno być. Coś, jak z wynagradzaniem kur domowych :) Tak to funkcjonowało przed skodyfikowaniem prawa w zakresie NGO, w środowisku schorowanych seniorów, w jakim pracowałam.

Oskarżamy Owsiaka o to, że zarabia na swojej pracy, tylko u licha co robi źle? Umiał wydeptać ścieżki, zorganizować wielkie imprezy, zrzeszyć ludzi. O zgrozo, zatrudnił rodzinę! Straszny nepotyzm! Nie wiem o czym mówię, jeden z nowszych członków stowarzyszenia mi to zarzucił… Nie wspomniałam? W ramach wolontariatu i później (za $) pracowałam jako asystentka mojej mamy… Miałam dobrze, co nie?

No.. Żyłam na full wypasie: telefony o godzinie 22, wymagające życzliwej porady. Żebranie o sponsoring jakiegoś prowiantu, negocjowanie stawek za autokar, nakłanianie gwiazd fachu do napisania artykułów do gazety, uniżenie, życie dostosowane do organizacji, w każdej sferze i prywatnej i zawodowej. Miodzio, mówię Wam!

Podam jaskrawy przykład. Dwa tygodniowe wyjazdy z chorymi seniorami w Bory Tucholskie, jako instruktor Nordic Walking. Wróciłam i kupiłam sobie laptopa za zarobione pieniądze. Czad, co nie?! Wszyscy zaraz pobiegną się zatrudnić do NGO-sa! Krzyżyk na drogę!

Tylko że zarobek pojawiał się po uprzednim napisaniu wniosku o dofinansowanie. Pikuś? Projektujesz coś, co ma ręce i nogi, dotyczy np. rehabilitacji a sprawdza to w grupie specjalistów, np. informatyk ;) Myślisz o efektach, radzisz się fachowców, ile osób w grupie, o jakiej porze co zrobić, jak rozpisać harmonogram, budżet, etc. Wytycznych dla Ciebie więcej, niż słów w Potopie Sienkiewicza… No ale dobra. Musisz przyjąć wysokości kwot dla instytucji i dla stowarzyszenia. Jeśli nie masz – to mieć pomysł jak zabezpieczyć tzw. wkład własny. Potem masz ocenę formalną, czyli czy wniosek ma wypełnione okienka, jest wydrukowany, wszędzie przez wszystkich podpisany i ma wszystkie wskazane załączniki. Czegoś brakuje – jedź do innego miasta zamiast wysyłania listu, bo nie dotrze w terminie. Potem urocza weryfikacje merytoryczna, co w komisji czasem zasiadają specjaliści z innych dziedzin. Ostatecznie po podziale środków, masz to szczęście, że dostaniecie 40% zakładanej kwoty, więc znowu w terminie zmiany budżetu. Skoro tniemy koszty to i harmonogram. Skoro harmonogram to i tzw. ewaluacja (wyniki) się zmieni… Wreszcie masz realizację. Wakacje, świetna pogoda. Tylko nie wszystkim choroba pozwala iść w grupie, za każdego odpowiadasz, bo niechby dostał np. zawału… Po 6 razy dziennie (2 grupy) ogarniasz to zamieszanie. Wracasz – kupujesz sobie upragniony sprzęt przydatny, jakby nie było do… pisania wniosków ;) Mija kilka miesięcy – grudzień. Sprawdzasz co słychać u ludzi, robisz sprawozdanie z realizacji. Gdy oddasz w terminie, z 5 razy jeszcze do Ciebie wrócić z nowymi terminami do poprawek, bo pani, która prowadziła po stronie instytucji się zmieniła i ta widzi to nieco inaczej… Na koniec módl się, aby zgodzili się na wydatki, aha – wcześniej w razie zmian podczas realizacji o każda złotówkę pytasz i wysyłasz zmieniony budżet czekając na zgodę ;) Przelicz laptopa na stres i nagle co się okaże?…

Czepnijcie się króla Solidarności i jego rozliczcie z pomocy, jaką przynosi dla innych a wara od lat starań, harowania, osiągniętego sukcesu i absolutnie ponad wysokość zbiórek osiągane efekty! Niech ma Owsiak, niech żyje i działa jak najdłużej!

Kongratki WOŚP!

PS. Intensywnie myślę o założeniu fundacji w tym roku. Jednej rzeczy jestem pewna – z pozyskanych środków będzie opłacana także moja pensja.

Tags:

Comments on this post

2 Comments
  • Oceniajmy po efektach :) Nawet jeśli ktoś nie ma zaufania do samego Owsiaka, to przecież widać, że ogromnie dużo zdziałał!
    Kiedyś spotkałam się z zarzutem, że ludzie wpłacając tą złotówkę czy 2 na Orkiestrę czują, że spełnili już swój obowiązek wobec słabszych, biednych i potrzebujących pomocy na cały rok. Możliwe, że dla wielu osób to prawda… Ale z drugiej strony, może bez Owsiaka nie wpłaciliby nawet tej złotówki?

  • Wszystko ma swoje plusy i minusy i zawsze się znajdzie ktoś kto będzie miał pretensje, a potem tak jak piszesz, zadzwoni po 22 i będzie wymagał Twojej dostępności i pomocy :(