Ostatnie chwile

Ostatnie chwile

Dzień wyznaczony na wizytę w szpitalu. Zostało powiedzmy 100 godzin, z których każda może przynieść rozwiązanie… Tak powiedział lekarz. Przy indywidualizmie istoty, którą noszę pod serduszkiem, nie zdziwi mnie żaden scenariusz…

Na ten moment refleksji (bo już nic innego mi nie zostało) chciałam podzielić się kilkoma spostrzeżeniami. Po pierwsze, bez względu na to co się będzie działo, to ciążę przeszłam szczęśliwie. Choć nigdy nie prowadziłam zdrowego trybu życia (sport + dieta) to był to dla mnie czas mistyczny wręcz jeśli chodzi o sferę fizyczną organizmu! Megamocne paznokcie, piękne włosy, choroba jelit, która przestała dokuczać mimo zakazanych zachcianek. Paradoksalnie mniejsza nerwowość, niż zwykle. Wszystko odwrotnie, wszystko na plus. Po drugie nie dotknęły mnie zmiany hormonalne owiane legendami, nie dopadły mnie żylaki. Choć po tym, jak zaskoczyły mnie rozstępy, może jednak powinnam nie chwalić czasu przed końcówką?…

Gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, nie wiedziałam czego się spodziewać. Kupiłam poradniki, zaglądałam regularnie w internetowy kalendarz ciąży, założyłam intymnik dla mojego potomstwa, przygotowywałam album. Jeszcze wiele zostało do zrobienia i wiele nowego przybędzie, ale jest to dla mnie czas endorfinowy ;)

W dużym skrócie co się działo?

Trymestr I – Odstawiamy zabezpieczenia i jedziemy z OMD w podróż poślubną w nasze polskie Tatry. Przywozimy potwierdzone na początku września maleństwo. Jestem senna, lodówka przestaje być moją przyjaciółką, do marketu chodzi OMD.

Trymestr II – Czas oczekiwań zmian w ciele, pierwsze poważne zachcianki, wszystkie niemile widziane przez dietetyków. Potrzeba organizacji czasu na przeprowadzkę i urządzenie mieszkania. Czas pierwszej lektury poradników o maluszkach. Rozsądna weryfikacja uzyskiwanych informacji i wiele nowości w badaniach USG – co miesiąc nowa nowinka ;)

Trymestr III – No i jest Brzusio! W ostatnim miesiącu rekord przybrania na wadze 1kg na tydzień! Częste wyprawy na lody, sporo pizzy. Odstawione napoje gazowane z kofeiną, aby nie poganiać maleństwa. W 9. m-cu prosty wniosek – póki nie dotrwa się do ostatniego miesiąca narzekanie na cokolwiek wcześniej jest bezzasadne. To jak się poruszać, jak spać, jak cokolwiek posprzątać, gdy dzidziuś usadowi się już w kanale rodnym, jest całkowicie nowym wyzwaniem! U mnie najgorzej ze spaniem :( w jednej niebolesnej pozycji ciągle.

Najciekawsze i pierwsze zestawienie żywnościowe: parówka zagryzana winogronami ;)

Chyba tyle… Czekam zatem na narodziny…

Lena

PS. W niektórych sytuacjach mamy określone życzenia, np. połamania długopisu, kopnięcie na szczęście a czego życzy się przed porodem?…

Comments on this post

2 Comments
  • Monika

    Przed porodem życzy się sczęśliwego rozwiązania oczywiście. Aby poród obył się bez komplikacji zarówno dla dzieciątka jak i jego mamy… Ja życzyłam sobie porodu naturalnego a skończyło się cesarką, najważniejsze żeby wszystko dobrze się skończyło:)

  • Czego się życzy? Hmm…chyba szybkości w wypadaniu malucha i braku kroplówki z oksytocyny :D Mnie też nie dopadały hormonalne zamiany ani mdłości, a wygodnej pozycji do spania nie ma :) – trza przeczekać…
    Ja życzę Ci kompetentnego lekarza dyżurnego, bo ja nie dostąpiłam zaszczytu owego podczas swojego porodu posiadać – no cóż…taki szpital w moim mieście niestety :)
    Co by nie było i tak będziesz najszczęśliwszą MAMĄ na świecie :)