Praca marzeń a matki, czyli polemika ze Szczerym do bólu…

Praca marzeń jest w głowie każdej z nas. Kim chciałaś być jako dziewczynka, panna, kobieta i teraz jako matka? Nigdy wcześniej nie pisałam o tym publicznie, ale marzę o zdalnym stałym etacie i wierzę, że jest taki dla mnie. Zapytasz jednak, dlaczego tylko wierzę, może zaczęłabym działać w tym kierunku?… Odpowiem Ci! za chwilę…

Zacznę od tego, skąd pomysł na napisanie tekstu. Znajdź pracę marzeń i bądź człowiekiem sukcesu – taki tytuł, wejdę, zobaczę, co facet ma do powiedzenia, bo ostatnio mało u mnie męskiego punktu widzenia na biznes. Artykuł już w pierwszym akapicie przypomniał mi dlaczego. 

Tematyka dzisiejszego postu wynika z narzekania, szczególnie kobiet, na temat ich problemów w życiu, szczególnie zawodowym.

Szlag mnie trafił. Gdybym była bohaterką kreskówki – para by mi z uszu poszła a nos dzwoniłby jak lokomotywa! W jednej chwili przeleciało mi przed oczami mnóstwo obrazów tych zadowolonych facetów sukcesu, co to swobodnie sobie pracują a małżonki w pocie czoła siedzą z dziećmi w domu. Nie będę sięgać daleko, bo tylko na swoja półkę ze ekranem.  Gary Vaynerchuk, choć ze szkołą na bakier, sypiący przekleństwami, jak dolarami z pełnego portfela, to żonie dziękuje… może 2 razy w książce liczącej ponad 400 stron. Pracuje od rana do nocy. Gdy on pracuje to, co z resztą jego rodziny? Czy to, że on jej dziękuje świadczy o tym, że ją rozumie?…

Praca marzeń zdaniem faceta

Mam czas, bo nie mam na głowie spraw domowych, nie czuję się za nie odpowiedzialny. Ja mam pracować i zarobić, reszta świata zajmie się resztą świata. Żeby jednak nie teoretyzować podam przykład z życia, z mojego życia, choć wiem, że nie odosobniony.

Tata ma pracę, a co z mamą?

Mój mąż pracuje na etacie. Przez pierwsze kilka lat swojego ojcostwa a szczególnie pierwszych 2-3 lat, wychodził z domu do pracy, zamykał za sobą drzwi i nic go nie obchodziło. Chcę pracować a mam dzieci na głowie? Zapłać sobie za opiekunkę. Mnie tu nie ma. Zamykam drzwi i jestem w innym świecie. Skąd to wiem? Powiedział mi. Co więcej beztroskę o opiekę (tak to obrazowo nazwę, bo przecież troska o rodzinę to zarabianie na nią) wyniósł z własnego domu rodzinnego. Skąd to wiem? Z opowiadań jednej z najbliższych mu osób.

Teraz nadal praca jest ważna, ale już trochę się to zmienia. Ile było tłumaczeń, że dziecko to nie maszyna, że go nie wyłączę, nie wyjdę sobie nawet na 5 minut na kawkę, nieważne na co, byle bez dziecka, choć chwilę bez jego obecności i poczucia odpowiedzialności za nie. Każda kobieta, która jest matką zna to uczucie szczęścia i troski, gdy pierwszy raz oddaje dziecko w czyjeś ręce, choćby tylko po to, by iść na spacer.

Lena, przesadzasz!

Dokładnie tak: PRZE SA DZAM. Takie słowo usłyszałam od męża, gdy po raz kolejny opowiadałam mu o swoim dniu z dziećmi. Opowiadanie było oczywiście odpowiednio nacechowane. Szczery do bólu nazwałby to NARZEKANIEM. Cóż… oczy mi się wtedy zeszkliły i uciekłam do łazienki, ale nie powiedziałam słowa.

Minęło kilka dni, była przerwa w pracy i mąż na własne oczy dłużej, niż przez jedno popołudnie zobaczył jak to wygląda. Jak dzieci do mnie lgną, jak nie pozwalają mi nic zrobić, łącznie z siusianiem!… Jestem pewna, że żadnej matce nie muszę tego wyjaśniać. Jest taki wiek dzieci, kiedy wszystkiego próbują, chwilę wcześniej nic nie rozumiały, nie umiały się komunikować etc. Tego się nie da zrozumieć, to trzeba zobaczyć i poczuć. Gdy zobaczył – usłyszałam – masz rację! Faktycznie mam rację!

Kim byłam zanim urodziłam dzieci?

Redaktorem naczelnym ogólnopolskiego kwartalnika wydawanego na zlecenie międzynarodowej firmy farmaceutycznej. Właścicielką lokalnych serwisów informacyjnych. Pracowałam wtedy, gdy miałam natchnienie. Potrafiłam cały miesiąc nadrobić w tydzień. Taki mam charakter.

Co mi z tego zostało po 5 latach macierzyństwa? Po pracy nie ma śladu. Można powiedzieć, że stanęłam na nogi, choć wszystkie umowy kończą mi się z końcem roku i praktycznie 1 stycznia zaczynam od nowa. No nie dosłownie, bo moje CV nie jest anorektyczną modelką. Jednak zupełnie nie wiem, co to będzie. Jestem wolnym strzelcem. 95% życia zawodowego nim byłam. Uwielbiam ten dreszcz emocji. Zawsze umiałam sobie z nim poradzić, jednak teraz doszły zobowiązania, stałe zobowiązania. Wykarmienie dwóch brzuszków zamiast jednego panieńskiego, opłacenie przedszkola etc. Nie mogę pracować w chwili największej weny, bo jest tupot małych nóżek, ciekawość małych rączek i słodycz młodych głosików. Konsekwencje? Zabity laptop, moje podstawowe narzędzie pracy. Pracuję wtedy, gdy pozwalają mi na to dzieci.

Być pewnym siebie, czuć się seksy i przyciągnąć świetnych partnerów

Super, tylko jak to jest…

Facet przyciąga świetną dziewczynę. Ona rodzi mu dzieci. Dla swojej wygody zaczyna nosić dresik, przestaje się malować i systematycznie rozkładać nogi. No zero atrakcji. Dlaczego? Bo jest po ludzku zmęczona. Jest pewna siebie w innej roli, czuje się w niej komfortowo i przyciąga liczne grono nowych koleżanek. A zaangażowany facet? Zmienia model, bo on jest pewien siebie, seksy i ma sukces, więc przyciągnie kolejną świetną.

Odwróćmy sytuację

Kobieta przyciąga atrakcyjnego faceta. Rodzi mu dzieci, sama ma sukces, dobrze jej w jej pracy. By ją kontynuować, musi opłacić opiekunkę, żłobek, przedszkole. Zorganizować to wszystko w domu plus obowiązki zawodowe. Jeśli kocha pracę, nie będzie świadkiem wielu wydarzeń, unikalnych wydarzeń z życia maluszka, przysłowiowych pierwszych kroczków.

To nie jest narzekanie! To życie! To nie polska tradycja matki Polki, tylko kobiece emocje i jej trudne wybory w życiu. Ilu facetów decyduje czy bardziej dziecko, czy bardziej praca? Nie ma z natury przed nimi takiego wyboru.

Więc jeśli jesteś facetem i czytasz to teraz, to kup żonie/partnerce bukiet pięknych kwiatów. Ucałuj ją i daj dziś wolne!

Przypatrz się jak te Twoje plemniki wyrosły i zastanów się, czy czasem czegoś nie przegapiasz. Czy gdzieś bardzo blisko Ciebie nie żyje czasem osoba, która dla nich a pośrednio i dla Ciebie poświęciła karierę, przystopowała zawodowo, byś Ty mógł się rozwijać! Może wzięła na siebie dzieci, byś Ty mógł skończyć studia?

Doceniasz ją? Mówisz jej o tym, jak jesteś wdzięczny, bo wdzięczność to minimum. Jeśli jesteś męski, jeszcze powinieneś w zrozumieniu wysłuchać narzekania. Schować doradzanie w kieszeń i zadbać o to, by pomóc jej szybciej stanąć na zawodowe nogi. Pieniądze z Twojej pracy to rzecz nabyta, raz są, raz ich nie ma. Sukces też się może skończyć. Zostanie Ci wtedy tylko ona, matka Twoich dzieci, u której ulokowałeś plemniki na całkiem niezły życiowy procent.

Praca marzeń zdaniem kobiety (mamy)

Czemu piszę o prywatnych sprawach w odniesieniu do pracy marzeń? Bo prywaty w zawodzie jest więcej, gdy pojawia się dziecko. Mam na to kilkadziesiąt dowodów w postaci cyklu wpisów gościnnych, jakie przygotowały mamy freelancerki w ramach cyklu PRACA DLA MAMY.

Dlaczego kobiety mają więcej kłopotów zawodowych i narzekają?

  • Bo mamy są empatyczne, wyrozumiałe, bo dzieci są jak plazma, oblepiają je, co prawda z miłości, ale jednak oblepiają.
  • Bo mamy nie chcą dzieci od siebie odganiać, są do nich przywiązane i wzruszają się na widok smutnych minek.
  • Bo mamy myślą perspektywicznie, są organizatorkami tzw. ogniska domowego i mają świadomość tego, co może z dzieci wyrosnąć, gdy nie spędza się z nimi czasu, gdy się im nie poświęci, czy nie da dobrego przykładu zawodowo i prywatnie.

Facetowi jest łatwiej osiągnąć sukces. Tak jest zbudowany świat. Na to jest przyzwolenie społeczne.

(…) nie ma nic bardziej seksownego niż kobieta realizująca się zawodowo.

Tak pisze Szczery do bólu i ja się z nim zgadzam. Ta seksowność jest i w oczach faceta, gdy patrzy na aktywną zawodowo kobietę, i w oczach jej samej.

Tak – podziwiam wszystkie kobiety, które wychowują dzieci i jednocześnie pracują zawodowo. Dla nich potrzebny jest ogromny szacunek i uznanie, gdyż to praktycznie praca na 2 etaty, zwykle nie jest to praca marzeń, oraz bardzo ogranicza liczba przyjemności w życiu. Zwłaszcza samotne matki.

Stanowczo za daleko jest ten akapit. Zdążyłam puścić parę z uszu i i tak ośmielę się stwierdzić, że jest mało empatyczny.

Drogi do znalezienia pracy

Inspirując się treścią Szczerego do bólu i dodając coś od siebie…

  1. Jako osoba poszukująca zleceń, jak i szukająca podwykonawców, zaczęłam inaczej podchodzić do poleconych kontaktów. To jest tak, że ktoś za nas ręczy, czy tak pisze Szczery – uwiarygadnia. Jako pracodawca wolę najpierw sprawdzić poleconą osobę a potem przebijać się przez stertę zgłoszeń, o ile będzie taka potrzeba. Nie jest to kumoterstwo a moje poczucie bezpieczeństwa. Kumoterstwem jest dla mnie tworzenie stanowisk dla znajomych lub zatrudnianie osób bez kwalifikacji, czy doświadczenia na stanowisko, gdzie są one potrzebne. Jeśli jest mi ktoś rekomendowany, zanim zadzwonię, sprawdzam kwalifikacje.
  2. Nie ma dobrej pracy w miejscu zamieszkania. Ciągle pisze się o tym z podziałem na małe miejscowości. Ja mieszkam w dużej, mieszczącej się w 10 największych miastach Polski (tak mnie uczono w szkole). Tu nie ma bogatego rynku dla pisarzy. Są miasta, w których codziennie wchodzi ogłoszenie o poszukiwaniu kogoś do szeroko rozumianego kontentu. Dla mnie to nie jest najważniejsze, bo wybrałam pracę, którą mogę wykonywać z dowolnego miejsca na Ziemi. Tak wybrałam. Jeśli ktoś kocha pracę przywiązaną do lokalizacji, to być może jest to argument.
  3. CV – temat rzeka. Najwięcej treści jest na temat, jak napisać CV. Tymczasem moją zmorą było wymaganie doświadczenia i bycie studentem. Tak było, gdy jeszcze myślałam o stereotypowo normalnej pracy, czyli etacie. Przecież freelance to nie jest praca ;) Jak sobie radziłam, gdy zaczynałam. Mówiłam – proszę mnie sprawdzić. Tak samo teraz – pisze próbne teksty za darmo, choć jest wielu wrogów tych rozwiązań. Jednak dzięki niemu mam tekst na własność i mogę g opublikować u siebie i może pracować na mnie. W przypadku odpłatności, nic mi nie daje, że ktoś go wrzuci do wirtualnej szuflady, nawet jeśli mi zapłaci. Nie po to pisze do internetu. 
  4. Za młoda lub za stara. W realnym świecie i rynku pracy takim namacalnym, rzeczywistym, może być to problem i prowokować dyskusję lub niesmaki. Ja funkcjonuję w świecie, w którym o wiek się nie pyta. Z tego świata pochodzi moja praca marzeń. Może warto pomyśleć o tym, że nie tylko CO jest ważne, ale też w jakiej sferze, bo współczesność daje szeroko rozumianą mobilność.

Co zrobić, by praca marzeń była na wyciągnięcie ręki?

Nawet jeśli chcesz być etatowcem, to na początku i tak ważna jest samoorganizacja i dyscyplina. Sporo dobry rad zawarł Szczery do bólu w swoim wpisie, nie chcę ich powielać. Napiszę to w formie planu działania.

  1. Zastanów się co chcesz robić. Oklepane, prawda? Nawet jeśli jest mnóstwo możliwości, to zbierz je. Daj sobie czas na to. Szukaj inspiracji, historii innych osób zajmujących się daną branżą.
  2. Wybranym profesjom przyporządkuj swoje kwalifikacje i doświadczenie. Jeśli go nie masz, to może zrobisz jakiś własny projekt? Nie musi on trwać wiele lat a wykażesz się ciekawą inicjatywą.
  3. Zbadaj rynek pracy w lokalizacjach, jakie Ci odpowiadają lub przejrzyj oferty nie targując ich na miejsce, jeśli chcesz pracować zdalnie. Pomyśl o kontaktach, jakie już masz.
  4. Jeśli wiesz już, że rynek jest. Znajdź firmy z Twoich branż. Napisz do nich na maile rekrutacyjne, bez względu na to, czy robią nabór, czy nie.
  5. I kolejne oklepane hasło – niech Twoja aplikacja się czymś wyróżni. Kandydując na tajemniczego klienta, wysłałam list motywacyjny napisany w formie SMS-a na kartonowym telefonie komórkowym. Da się? Dziś pewnie wysłałabym na oryginalnym sprzęcie, ale nie sam SMS, tylko sprzęt z SMS-em ;)

Wiesz co jest najlepsze? Że takie poszukiwanie pracy, jej znalezienie a potem przebieranie w ofertach może trwać i trwać, przynieść wiele przygód, współprac i pasji. Warto traktować to jako ćwiczenie. W wolnych chwilach brać głęboki oddech i przejrzeć podwójną pulę kontaktów.

Opisany schemat przynosił mi średnio jeden TAK na 9 NIE, ale na swoje CV nie mam podstaw narzekać. Tego i Tobie życzę a Szczery do bólu inspiruje dalej na swoim blogu.

Praca marzeń a matki, czyli polemika ze Szczerym do bólu…
Oceń ten wpis