Subiektywny ranking śliniaków

Subiektywny ranking śliniaków

Pytałam się Was kiedyś na Facebook’u o ulubiony rodzaj śliniaka. W podsumowaniu uznaliście tak samo, jak ja – z ceratką jest najlepszy. Mam kilka rodzajów śliniaków i postanowiłam ułożyć z nich swoją listę przebojów.

miejsce 6Śliniaki z materiału – owszem, nadają się do wielokrotnego prania. Są uszyte zazwyczaj z czegoś w rodzaju ręcznika. Przy stałych pokarmach sprawdzają się nieźle, ale zupka… Ehem! No i nie wszystkie plamy schodzą. Mam takowe, ale używam tylko w sytuacjach, gdy nie mam innych lub przy bardziej suchym jedzeniu, typu kanapka ze smarowidełkiem albo jakie smakarony.

Śliniaki wiązane na karku – jeśli macie ruchliwe dziecko lub takie, które nie lubi mieć czegokolwiek wiązanego, to chyba nie muszę uzasadniać. Sonia wiązanie znosi, nawet czasem czeka z jedzeniem aż założymy śliniaczek. Istnieją jednak na rynku praktyczniejsze rozwiązania – dlatego dzisiaj miejsce 5.

Śliniaki z materiału nieprzemakalnego – dostałam kiedyś w spadku od jednej mamy kilka sztuk śliniaków- reklamówek jedzenia Gerber. Są one uszyte z materiały podobnego do tego, z czego robi się parasol. Początkowo były dla mnie ideałem (mimo że są wiązane). W momencie gdy zaczęłam je prać w automacie, bo jedzenie zostawiało plamy, okazało się, że warzywa na nich narysowane są naklejkami i kawałeczki szwendały się między innymi pranymi rzeczami. Po kolejnych praniach okazało się, że od spodu są pociągnięte cieniuteńką warstwą jakby silikonu. Odkryłam to, bo rzeczona warstwa zaczęła się rolować. W momencie, gdy uświadomiłam sobie, że takie lepkie wałeczki mogą trafić gdzieś między części pralki, po większym zabrudzeniu kolejne śliniaki zwyczajnie wyrzucam. Super, że nie przemakają na ubranko i mają kieszonkę, ale masakra, jakby mi popsuły pralkę! Moje miejsce 4.

Śliniaki na zatrzaskimiejsce 3. – na podium. Niezwykle praktyczne, łatwo i szybko się zapinają. Największy minus jedynie za to, że zatrzaski potrafią śliniak rozerwać, dlatego nie jest to zwycięzca.

Śliniaki z ceratkąmiejsce 2, bo owszem nie przemakają, można je zakładać do każdego posiłku. Jest jednak jedno ale – ceratka po jakimś czasie zwyczajnie się zużywa.

MÓJ FAWORYT to śliniaki silikonowe – początkowo najkoszmarniejszy śliniak jaki widziałam. Wielki ze sterczącą kieszenią. Nie podobał mi się, co więcej nawet miałam ochotę dać go komuś w prezencie lub sprzedać, generalnie się pozbyć! Teraz go kocham i polecam każdemu! Mój jest marki BabyOno i pochodzi ze sklepu lulajbaby.com. Za co tak uwielbiam tego śliniaka. Za kolor! To oczywiście odpowiedź z przymrużeniem oka, choć różowy jest na mojej liście cudownych barw.

Najważniejsze zalety – wszystko zmywalny, ma takie zapięcie w formie zahaczanej wypustki, mega szybkie, no i z tego samego silikonu, czyli się nie oderwie. Jak się go namoczy, choćby przy myciu – można za kieszeń powiesić go do góry nogami i schnie. Ja wkładam go na talerzu do suszarki do naczyń. Gdy zabrudzenie tego wymaga, bez obaw używam płynu do naczyń. Bardzo praktyczny a odstająca kieszonka potrafi złapać większość tego, co zwykle lądowało na podłodze, czyli wszystko to, co wypadało z buzi.

Comments on this post

1 Comments
  • annne

    Bardzo fajny ranking :D my się teraz zapoznajemy z bambusowym śliniakiem, bo to śliniakogryzak czyli 2w1 (: Fajny pomysł, na razie się polubiliśmy. O coś takiego http://katalog.parenting.pl/p/33689,superro-sliniak-i-gryzak :) A Pozdrawiam!

    A zdjęcie jest przepiękne!:D Aż nie da się nie uśmiechnąć!