Tak, jestem w ciąży!

Kochani! Stało się! Sonia będzie miała rodzeństwo! Jestem pełna emocji, obaw, ale i szczęścia. Od zawsze wiedzieliśmy, że chcemy mieć dwójkę Pociech. Zapraszam Was do wspólnego obserwowania rozwoju naszej drugiej Fasolki!   Tyle nowych, ale i podobnych rzeczy wiąże się z tą drugą ciążą w moim życiu! Gdy nosiłam w brzuchu Sonię kolejność dowiadywania się była taka, że najpierw o wyniku testu wiedziała moja mama. Po wizycie u ginekologa dowiedział się tata. Po 12 tygodniu, umownie 3 miesiące, czyli czas potencjalnie bezpieczny - zostali poinformowani moi teściowie. Najpierwszą osobą znającą wynik testu był oczywiście OMD. Robiłam test wcześnie rano w dzień wolny od pracy. Czemu tak? Ojciec wiedzieć musi, jeśli jest planowanym tatusiem. Mamie powiedziałam, aby nie było zdziwienia w razie gdybym wylądowała na ginekologii w szpitalu. Tata dowiedział się później, aby nie zapeszył i za szybko nie rozpowiedział kolegom z pracy. Dopiero gdy dowiedziała się najbliższa rodzina w komplecie, zarówno OMD, jak i mój ojciec mogli o tym spokojnie rozmawiać w pracy! Do wiadomości publicznej podałam to właściwie w ostatnim trymestrze. Wszystko po to, aby nie zapeszyć. Od razu, gdy dowiedziałam się od jednej z cioć, że powinno się w ciąży nosić coś czerwonego, zawsze miałam przy sobie korale! Ah te uroki i nieżyczliwości! Tym razem jest zupełnie inaczej! Prowadzę bloga o macierzyństwie. Nie byłoby fair, gdybyście nie wiedzieli dość szybko, aby móc być świadkami, jak to wszystko przebiegnie. Informuję Was bez względu na to, co mnie może spotkać. Koleżanki wiedziały już o wyniku testu płytkowego, co w przypadku Sonii nie miało miejsca, bo mówiłam dopiero gdy miałam zdjęcie USG. Różnica polega tez na tym, że z Fasolką-Sonią trafiłam do ginekologa już w 6 tygodniu a z obecną ciążą - w 9 tygodniu ciąży.