Co wziąć ze sobą na poród?

Inaczej pakuje się walizkę mając już doświadczenie pierwszego porodu. Teraz jestem bogatsza nie tylko o nauki ze szkoły rodzenia, ale również wymianę poglądów z toną innych mam, no i o to, co "daje" szpital, który wybrałam. Po dwóch latach będę rodzić w tym samym. Mogło się coś pozmieniać, ale moja tegoroczna walizka będzie przede wszystkim - rozsądna! Najnowszym trendem w pakowaniu się na porodówkę jest przygotowywanie 3 walizek/toreb/walizeczek, co tam komu wygodne, chodzi generalnie o 3 pojemniki ;) Jeden najbardziej podręczny na tonę dokumentów o mamie, ciąży i dziecku. Drugi - dla mamy, czyli jak przekroczymy próg szpitala, aby się przebrać i przygotować na oddział. Drugą funkcją tej walizeczki jest to, że będzie ona do zabrania do domu np. przez partnera. Wierzchnie rzeczy i ubranie jako takie, uwierzcie nie jest potrzebne, wróci do Was, jak będziecie wychodzić. Trzeci - dla noworodka z rzeczami także takimi przydatnymi podczas pobytu na oddziale. Dlaczego już teraz się pakuję? Poprzednio pakowałam się w lutym, to teraz też :) Na wszelki wypadek wcześniejszej akcji, bo wiem że albo tatusiowi zabraknie pomysłów, albo w ogóle jakby co nie będzie miał kto tobołka przygotować ;) a tak tylko chwycić i zrobione. Poza tym, to uspokaja - coś mam już z głowy, sama nie spanikuję, tylko złapać za rączkę i jedziemy! Mimo planowanej cesarki, Sonia pchała się 2 dni wcześniej, zatem było to wygodne, że torba była gotowa. Dokumenty Moim najbardziej podręcznym tobołkiem była sportowa torba formatu a5-b5, w której zamieszkał oczywiście dowód osobisty, dokumenty potwierdzające zatrudnienie i ubezpieczenie (w moim przypadku od razu miałam też ksero do zostawienia w archiwum). Miałam ze sobą segregator a5, w którym wpięte były wszystkie dokumenty nazwijmy to wiotkie ;) U nas był to oryginał zawarcia małżeństwa :-D oraz konieczny ORYGINAŁ mojej grupy krwi, wszystkie wyniki badań robionych przed wizytą u ginekologa, wszystkie fotki z usg i tabelki, wydruki ktg, dokumenty potwierdzające wszystkie konsultacje medyczne z innymi specjalistami, które miały miejsce w czasie ciąży, także zaświadczenie od okulisty o zalecanej cesarce. Tym razem zrobię dokładnie tak samo, tylko tyle, że mam już polskie ubezpieczenie no i jest ewuś, więc pewnie nie muszę mieć tej tony potwierdzeń o ubezpieczeniu. Pomysł jest superowy, nawet bóle nie przeszkadzają w niczym. Panie położone dostały segregator na biurko, same sobie szukały, rozmawiały ze mną a ja mogłam się jednocześnie przebrać przed ktg. Jestem zwolenniczką zabrania za dużo, niż za mało i myślę sobie, że w razie jakiś komplikacji posiadanie tych wszystkich badań przy sobie jest doskonałym pomysłem! Z myślą o mamie Do porodu dziewczyny zabierają najczęściej wielkie powyciągane stare koszule nocne a podobno najczęściej (wiem od położnych) rodzą w wielkich T-shirtach swych mężów. Niby to pupę zakrywają, ale do porodu nie trzeba nie wiadomo jak tego podwijać. Ja do cesarki dostałam szpitalną koszulę - ta z tym genialnym i "ukochanym" przez pacjentów rozcięciem na plecach... Ciesze się jednak, bo mama kupiła mi nowe koszule, które i tak byłyby do wyrzucenia. Nie zdawałam sobie sprawy, że po cesarskim też jest niesamowity bałagan między nogami... Swoich szpitalnych i połogowych koszul nie wywalałam, uprane czekały na rodzeństwo. W razie, jakbym nie dostała koszuli, tym razem mam już swoją używaną, która nawet może iść do śmieci. Na miejscu miałam także do dyspozycji ligninę, którą bez żadnych majtek nosiło się między nogami. To było zabawne, ale faktycznie mega przewiewne. Podobnież były podkłady pod pupę ;) Niemniej na wszelki wypadek kupiłam giga podpaski z przeznaczeniem na noc oraz świsnę Sonii 2-3 podkłady do przewijania - wychodzi na to samo a są korzystniejsze cenowo od tych specjalnych - szpitalnych. Laktator w razie problemów z piciem bezpośrednio z piersi. Pobyt w szpitalu planuję jako jedyny okres, w którym będę karmiła swoim mlekiem ze swojej piersi. Gdyby maluszkowi nie szło a byłby głodny, to laktator mi pomoże. W domu chcę odciągać pokarm laktatorem właśnie i karmić z butelki. Przy okazji proszę mnie nie linczować - taka jest moja INTUICYJNA decyzja i jedynie ŻYCIE może ja zweryfikować. Powód ? Nie chcę przysparzać Sonii powodów do zazdrości a i sama chce mieć więcej swobody i możliwie odjąć sobie wysiłku fizycznego w połogu. W pierwszym tygodniu po urodzeniu Córki zwyczajnie padłam. Przeanalizowałam sytuację i korzystając z dostępnych możliwości chcę wyeliminować przyczynki przemęczenia. Mam już siarę, więc pewnie jedzenie dla malca będzie, ale mimo to na awaryjną sytuacje chcę mieć przy sobie gotowe małe mleczka modyfikowane. My akurat korzystamy z Enfamilu. Leżąc w szpitalu 2 lata temu miałam sąsiadkę, która urodziła po raz drugi, był problem z karmieniem maluszka, ale ona znała przyczyny, orientowała się w temacie a położne uparcie nie chciały dawać mleka modyfikowanego. Noworodek płakał całą noc! Dla mnie taka ortodoksyjna realizacja zaleceń, jakby je ktoś nagrywał, że popełniają zbrodnię, jest zwyczajnie nieadekwatna i nakręca stres dziecka i matki. W razie alarmu chcę mieć buteleczki przy sobie - dodatkowo w przypadku cesarki mogę nie być w stanie iść po proszek, wlać wodę i mieszać. Gotowiec też będzie rodzajem zabezpieczenia, takiego komfortu psychicznego. Kolejna rzecz ważna w laktacji - wkładki laktacyjne oraz biustonosz do karmienia. Pamiętam, że i tak na oddziale miałam biust okryty jedynie koszula, aby go łatwo wyjąć i podać Sonii ;) Niemniej nie wiem jaka teraz będzie sytuacja i stanik oraz DOBRE wkładki chcę zabrać. Tabletki przeciwbólowe - one to właściwie powinny być na pierwszym miejscu. Niedawno się dowiedziałam, że podobno obkurczanie się macicy po drugim porodzie zawsze boli bardziej. Sumując ból wszystkiego po cesarce, kroplówki z lekami i jeszcze to, to na prawdę muszę zabrać ze sobą przeciwbólową apteczkę. Oczywiście, że zaraz pewnie podniesie się larum, że to dla dziecka niebezpieczne, tylko ta biedna poporodowa matka tez musi mieć siły dla maleństwa! Szlafrok i papcie to taki standard. Szlafrok nie zawsze wraca czysty, ale można się okryć, gdy się takim rozchełstanym gania po pokoju. Papcie wiadomo i pewnie wezmę sobie jeszcze jakieś skarpetki o ile przyjazna dusza mi je założy, bo ruchomość mogę mieć ograniczoną ;) Podobnie ręcznik i to także najlepiej taki no... nie nazbyt nowy oraz jakiś mały do rąk/twarzy. Przy pierwszym porodzie nie byłam w stanie wiele w okół siebie zrobić i byłam mimo cesarki 2 doby w szpitalu. Dla mnie używanie środków czystości było męczarnia a nie ulgą i jedyne co mogę według siebie polecić, to nie tantum rosa w butelce ze smoczkiem (tak uczą w szkole rodzenia do podmywania), tylko bardzo neutralne mydełko i własna rączka ubrana np. w delikatną rękawiczkę lub miękką gąbeczkę. Dla noworodka Sonia została zawinięta w szpitalny taki fajny ciepły ręcznik o grubości koca z wypełnieniem. Nie wiem jak to określić, ale fajna sprawa. Mimo to do walizeczki pójdzie własny kocyk, nowiutki, jaki zamierzam kupić oraz nowy komplet ciuszków na wyjście ze szpitala, pewnie rozmiar 62 cm. Z komplecikiem chodzi o to, żeby Dzidzia weszła w nowym w swoje poprenatalne życie po wyjściu ze szpitala. W wybranym przeze mnie szpitalu mają ubranka dla dzieci, ale planuje wziąć kilka odłożonych dla Kondzia, takich do ubierania podczas pobytu w szpitalu, pewnie będą to małe pajacyki rozpinane na całej długości i skarpetusie - najbardziej praktyczne. Nosidełko (= stosowny fotelik samochodowy) przyniesie Tata, gdy będzie nas odbierał. Pieluszki dla noworodków też były na oddziale, niemniej w razie, jakby położne nie dołożyły, to kilka swoich wezmę. Miałam fajna położną z przychodni, pokazała nam jak dobrze pieluchować noworodka i nie musieć używać pieluszek z wycięciem na pępek, zatem sięgamy tylko po rozmiar noworodkowy bez współczesnych udziwnień.
  • Boszzze, mąż mnie zastrzeli jak zobaczy 3 torby ;) Jeszcze mam 3 mies do pakowania ale na pewno wrócę do tego posta ;)

  • Zuzza

    U nas było strasznie przy pierwszym porodzie :( cały dzień męczarni od 6 rano do zbawiennej godziny 23.45 :)
    z tego co pamiętam jak już zostałam przewieziona na salę po porodową to brakowało mi wody, strasznie chciało mi się pić a nie zabrałam jej, położna tez mi nie przyniosła :(
    Teraz wiem , że w walizce na pewno znajdzie sie mała butelka wody niegazowanej.
    później butelka jak już kupiłam przydała się do podmywania, niemiałam siły wejść pod prysznic a co dopiero wycierać się.
    Wkurzały mnie te podpaski/podkłady poporodowe- teraz wezmę dużeee normalne podpaski i nic mi sie nie będzie przesuwać.
    A co do mleka dla dzidziusia to jakieś nie porozumienie- nie ma takiej opcji żeby w szpitalu nie dali mleka dla dziecka- ja tak miałam bardzo nie chętnie mi je dawali, teraz wiem że zabieram ze sobą najlepiej już gotowe w płynie żeby znowu nie doszło do sytuacji że ledwo stojąc na nogach muszę się z kimś kłócić o jedzenie dla własnego dziecka.- szok
    Jedno jest pewne, następnym razem również poproszę o salę jednoosobową.
    Nie wyobrażam sobie leżeć z 3 czy 4 innymi Paniami z dziećmi (bez urazy) poprostu to jest jakieś stresujące, a przez to w miarę sie wyspypiałam i synek też a jak ktos do mnie przyszedł to w spokoju można było porozmawiać i nikt obcy nie musiał mnie oglądać- a wyglądałm strasznie wylewy w oczach na twarzy normalnie zombii albo gorzej hehe nawet lekarz jak przyszedł sprawdzić czy jest ok to dziwnie się patrzył na mnie i jego komentarz oo trudny i ciezki porod był.
    Co jeszcze?- super były majtki z siateczki :)
    Dla dzidziusia- ręcznika nie bralam bo umyli synka odrazu po porodzie, a pózniej kapiel w domu. Ubranka wziełam za małe :/ urodził się 57cm ale 62 jakoś male były, teraz wezmę tylko pajacyki i body na ramiączka.
    Kocyk miałam nawet dwa bo na jeden sie ulało dużoo, pieluszki tetrowe z 6 szt, pampersy miałam swoje.
    Do pępuszka znajoma połozna kazala zakupić Octenisept, nawet mi osobiście sie przydał., do pupki zielony linomag jak by co.
    Mialam 3 koszule- w jednej rodziłam i mam ją oczywiście wyprana do dziś, kapcie, szlafrok, skarpetki, gumka do włosów zabrakło mi tego :) ale mąż dowiózł :)
    -dokumenty oczywiście moje i przebiegu ciąży.
    Zmieściłam się w jedną torbę na kółkach, ale i tak za dużo szpargałów nabrałam :)

  • Żaneta

    Ja rodziłam w tamtym roku, w lipcu. Pierwsza córcia. O zapakowaniu torby nie miałam pojęcia. Wiele czytałam o tym w internecie, dowiadywałam się od innych mam. I tak dzięki temu torba (walizka) została zapakowana. Co w niej było?
    DLA MAMY:
    – dokumenty, tu się zgodzę że zabierasz wszystkie. Każdy papierek będzie potrzebny, choć ubezpieczenie nie, bo mamy takie prawo w kraju, że kobieta w ciąży może korzystać ze szpitali darmo również po porodzie na okres 2 tygodni.
    – koszula nocna, czy ona będzie stara czy nowa to i tak nie ma znaczenia 3sztuki.
    – podkłady ginekologiczne i majteczki siateczkowe – najlepsze z BELLA.
    – podkłady poporodowe na łóżko – lepiej mieć czystą pościel aż do samego wyjścia.
    – podpaski, duży rozmiar – przydają się 3 dni po urodzeniu.
    – stanik (topka) i oczywiście wkładki laktacyjne.
    – ręcznik kąpielowy, mydełko (bez zapachowe, dla dobra dziecka), grzebień, szczoteczka do zębów itp.
    – szlafrok,
    – kapcie,
    – klapki pod prysznic,
    – ładowarka do telefonu,
    – pieniądze,
    – pomadka na usta, ponieważ po porodzie strasznie wysuszają się usta,
    – woda niegazowana.

    DLA DZIDZIUSIA:
    – pampersy,
    – oliwka bambino,
    – chusteczki nawilżane,
    – rożek lub kocyk,
    – 2 pieluszki tetrowe,
    – buteleczka (120ml) + smoczek dla noworodka,
    – Z ubranek i dodatków: 3-4 sztuki pajacyków, 2 pary śpiochów z kaftanikiem, łapki niedrapki (ponieważ dziecku nie powinno się obcinać paznokci przez dwa tygodnie), skarpeczeki, czapeczka, szczoteczka do włosów – do wyczesywania ciemieniuchy.

    PRZED WYJŚCIEM DO DOMU:
    – ubranko na wychodne, ja włożyłam kaftanik ze śpiochami,
    – rożek lub kocyk do przykrycia,
    – pieluszka tetrowa do zakrycia twarzy,
    – fotelik – nosidełko + czerwona kokardka —> Może nie wierzy pani w zabobony, ale na wszelki wypadek żeby ktoś nie zauroczył.

    Nie napisałam o żadnym spirytusie do pępuszka, bo moja położna powiedziała, że niczym się nie psika, nie smaruje, samo się zagoi i sam odpadnie kikut ;)
    A co do dbania o pupę niemowlaczka to również położna powiedziała żeby nie stosować żadnych kremów i pudrów, bo od tego robią się odparzenia, kazała tylko smarować pupę oliwką BAMBINO. I tak też robię ;).

    To chyba tyle na ten temat, myślę że przydatne będą moje informacje.
    Szpital zmienia się wraz z personelem, kiedyś było zupełnie inaczej wszystko było na miejscu, teraz trzeba mieć swoje. I w sumie lepiej ;).

    Pozdrawiam! ;]