Wspomnienia z dnia porodu

Wspomnienia z dnia porodu

Wydarzenia z dnia, w którym zostaje się matką – zostają w pamięci na długo. Są one wyjątkowe same w sobie, bo zmienia się rola społeczna kobiety. Jednak bardzo często pojawiają się dodatkowe ciekawe okoliczności, wzmacniające przeżycia.

na-sale-opercyjna

CÓRKA

Miałam wyznaczony termin cesarskiego cięcia na 17 kwietnia (wtorek). Jednak już w niedzielę o godzinie 6 rano coś mnie nosiło. Nie mogłam spać. Dokańczałam rysunki na ścianie w pokoju dziecięcym. Wstaliśmy. Pojawiły się jakieś bóle – lekkie. Poszłam do toalety, aby sprawdzić bieliznę – nic.*

Na niedzielne śniadanie była jajecznica z kiełbasą i szczypiorkiem. Jak chwyciłam widelec, bóle nasiliły się. Wiedziałam od lekarza, że mam już rozwarcie. Pojawił się ślad krwi. Skurcze były co około 5-6 minut.

Koleżanki opowiadały mi, że wstępują w tym czasie w kobietę siły, których się nie spodziewa. Byłam wtedy tak zorganizowana, jak nigdy wcześniej.

Po pierwsze zachowałam spokój. Mężowi powiedziałam, że będziemy jechać do szpitala. Jednak najpierw chciałam się najeść – tak naprawdę przed cesarką nie wolno, ale byłam tak głodna, że nie dało rady inaczej – dosłownie parcie na żarcie! Po drodze zadzwoniłam do lekarza prowadzącego a ten potwierdził, że warto udać się na oddział.

W szpitalu byliśmy około 9 rano. Stosunkowo niewiele pamiętam z ostatnich 2 godzin przed macierzyństwem. Bóle były na tyle silne, że spokojnie usiedzieć nie mogłam. Gdy byłam już na sali operacyjnej, podczas znieczulania skurcze pojawiały się co 3 minuty. Córeczkę przywitałam na świecie o 11:49, mogłam ją ucałować i pogłaskać, byłam przytomna.

Mimo zapewnień w szkole rodzenia, że to standard – skóra do skóry nie było. Otrzymałam Córkę do pocałowania a gdy pojechała do tatusia, była trzymana w zawiniątku. Na wizycie kontrolnej kilka miesięcy po porodzie lekarz prowadzący powiedział mi, że trzeba było się upomnieć o skin-to-skin. Nie wpadłam na to a przecież przypływ energii organizacyjnej miałam nieziemski. Skoro w szkole rodzenia mówili, że to standard, to się nie pytałam. Szkoła rodzenia była w szpitalu, w którym planowałam rodzić i rodziłam, i tu też pracował mój lekarz prowadzący. Za drugim razem upomniałam się i taką drogę polecam!

Jeśli mama ma cesarkę, to po porodzie kanguruje tata i ma do tego pełne prawo.

Podkreślam to bardzo mocno, bo mimo że nie stosuje licznych promowanych wariactw w obecnych trendach dla dzieci, to akurat skin2skin – polecam bardzo. Jest jeden nadrzędny powód ku temu – wiedziałam, że będą miała cesarkę, jeśli by do niej nie doszło, to mąż nie chciał towarzyszyć mi podczas porodu naturalnego. Trzymanie noworodka na klacie – buduje więź dziecka z ojcem, tworzy pierwszą relację – taki obuch w głowie – helloł masz dzieciaka – troszcz się teraz!

SYN

W przypadku Synka – tatuś kangurował. Nie wiem jednak, czy nie wynikało to z tego, że mój lekarz był obecny, on przeprowadzał cesarkę i do tego jest zastępcą ordynatora…

Być może akurat trafiłam na taką zmianę personelu, która sama uważa skin2skin za wartościowe. Sama zobaczysz lub już wiesz ile zależy od tego kto akurat ma dyżur na oddziale…

Tak się złożyło, że termin porodu umówiony z lekarzem (też cesarka) przypadł na równo 2 lata po Córce. Synek doczekał. Akcja była mniej intensywna – nie było jej wcale. Pojawiła się pół godzinki przed zabraniem na salę operacyjną. Nie wiem jednak, czy dostałam jakąś oksydocyne, czy po prostu świadomość i mózg pobudziły macicę do działania. Był to bólowy pikuś w każdym razie.

Jak dojechaliśmy do szpitala to wszędzie czekaliśmy w kolejce i wypełniano z nami tysiąc papierów. Kilka razy byłam pytana o te same rzeczy. W końcu przebrana zostałam odstawiona na salę oczekiwania. Czekały tam na cesarkę 3 mamy. Byłam ostatnia w kolejce. Wszystkie miałyśmy już jedno dziecko, opowiadałyśmy sobie co i jak. Na pewno jedna miała też dwulatka w domu. Inna kilkulatka. To było ciekawe. Było czuć rodzaj maminej wspólnoty w powietrzu…

Cesarkę przeprowadził mój lekarz prowadzący. Anestezjolog sprawdził się świetnie. Niestety pojawiły się zrosty przy pęcherzu moczowym i dodatkowo musiał być na sam koniec szyty. To bardzo rzadkie powikłanie. Ostatecznie spędziłam z cewnikiem 2 tygodnie. Wszystko dobrze się skończyło.

_______________________________

* Według szkoły rodzenia i wskazówek od ginekologa prowadzącego ciążę, szukałam dwóch objawów:

skurczy (czyli bólu) pojawiających się co 5 minut, to czas na wyjazd z domu do szpitala;

śladów krwi, albo śluzu na bieliźnie. Pierwsze jest oczywiste, natomiast drugie to czop zabezpieczający maleństwo od strony zewnętrznej świata lub jego fragmenty.

Dużo łatwiej mają te mamy, którym odejdą wody. Mi w obu przypadkach nie odeszły.

Comments on this post

0 Comments