buty Aurelka

W listopadzie i grudniu 2019 moja córka i syn nosili buty Aurelka. To obuwie zamawiane przez internet na wymiar i z użyciem konfiguratora kolorów i dodatków. Jak nam się sprawdziły?

Po co nam buty Aurelka?

Założenie było takie, że miały być to buty zimowe. Niestety w Bydgoszczy przez pierwsze 2 miesiące noszenia mieliśmy okazję zobaczyć śnieg jednego dnia w ilości, która ledwo mieściła się na opuszku palca. Za to było sporo okazji na skakanie po kałużach, chodzenei w błocie i… zdzieranie nosków.

Do butów przekonał mnie współwłaściciel marki w Polsce. Nie lubię zamawiać obuwia przez internet, nie wierzę w to. Jednak w to, co wierze ja jest ważne bezpośrednio dla mnie. Moje dzieci, jako jednostki autonomiczne, mogą mieć inne przekonania. No i w tym kontekście buty zdały egzamin na 100%. Pociechy bez niczego po nie sięgają. Są dumne, że noszą swój projekt. Nawet na typowo niszczycielskie terenowe wypady chciały je ze sobą zabierać.

Co zdaniem mamy nie zdało egzaminu?

Cena, cena i jeszcze raz cena – 600zł za 2 pary butów przeznaczonych teoretycznie na jeden sezon, to jednak sporo. No i tak, nie jest to wygórowana cena w kontekście innych droższych i popularniejszych marek. Koszt niweluje fakt praktycznie samodzielnej konfiguracji buta, w tym kolorów. Nie mogę się tez wypowiedzieć na ten moment, czy to będzie but tylko na jeden sezon. Według długości stóp i instrukcji w sklepie Aurelka kupiliśmy rozmiar o 8 mm większy, niż pokazała linijka. Niewykluczone, że przy łagodnej zimie buty przydadzą się podczas chłodnych dni wiosny.

Nosek, nosek, nosek. Drugi element, który bardzo boli, w szczególności w zestawieniu z ceną. Syn zniszczył czubki butów już pierwszego dnia. Jako uczeń zerówki ma wychowawczynię, która lubi przy prawie każdej pogodzie wyjść z dziećmi na plac zabaw. Czerwony kolor, który znajduje się w newralgicznych dla wspinania się po drabinkach, szurania, biegania, przewracania się, miejscach – w szybkim tempie przetarł się, pomieszał z szarością błota. W efekcie buty, choć nowe wyglądają, jakby były noszone drugą zimę…

Jakie rady od mamy, jako użytkowniczki?

Jesli Cię stać – nie ma problemu. Jeśli szukasz butów do poprawy chodu – nie zastanawiaj się. To był dla mnie bardzo ważny aspekt, bo córka lubi koślawić nogi. Gdy masz pod swoim dachem niszczyciela podobnego do mojego syna (lat 5) wybierz sprytnie kolor na czubek buta, albo oswój się z myślą, że inwestujesz w stopy a nie wygląd, mimo że buty są bardzo fajne.

Córka (na zdjęciu) ma lat 7. Jest przedumna ze swojego projektu. Wydawało mi się, że feria barw na jej butach nie będzie do niczego pasować, tymczasem mając już zimową kurtkę, całkiem trafnie dobrała kolory butów i wszystko ciekawie się zgrywa kolorystycznie.

buty aurelka

Czego nie udało się sprawdzić?

Nie było idealnej okazji do chodzenia po lodzie. Kilka zmarzniętych kałuż się pojawiło, ale nie jest to godne uwagi na tyle, by się o tym rozpisywać. Podeszwa Vibram sprawdzająca się podczas wysokogórskich wspinaczek czeka u nas jeszcze na swoje 5 minut.

Co zostało sprawdzone?

Nieprzemakalność – super sprawa na taka oszukaną jesienną deszczowa zimę – sprawdziło się bardzo.

Ocieplenie – bardzo ciesze się, że wybrałam wariant pośredni z dostępnych na stronie ociepleń. Kilka razy dzieciom spociły się nogi wręcz do mokrej skarpetki, ale w pozostałych sytuacjach powłoka z membrana jest idealna.

WNIOSEK

Jeśli dysponujesz budżetem 300zł za parę butów dla swojego dziecka – nie zastanawiaj się ani chwili. Myślę, że nie jest to nasza ostatnia para i buty Aurelki znajdą swoje miejsce w naszych buciarkach w przyszłości.

O autorce

Lena Murawska
Lena Murawska
Zawodowo blog manager. Prywatnie mama dwójki dzieci. Freelancerka pracująca zdalnie. Blogerka i autorka tekstów na zlecenie.
0 Udostępnień