Huawei p20 pro

Huawei P20 PRO. Wpis niesponsorowany mamy freelancerki

Huawei P20 PRO nie jest w moim przypadku prezentem, sprzętem do testów, czy czymkolwiek innym, co otrzymuje się nieodpłatnie. Jest to mój osobisty telefon, którego wybierałam… pół roku… Jak się sprawdza?

Lubię wpisy niesponsorowane, bo mogę wtedy pisać swobodnie o wszystkim. Parametrów tego telefonu nie będę Ci podawać. Znajdziesz je na stronie marki Huawei lub np. na stronie mgsm.pl, z jakiej najczęściej korzystam, gdy przedłużam umowę na abonament.

Co kierowało mną, gdy decydowałam się na Huawei P20 PRO?

Ambicje lustrzanki w telefonie

Podstawową potrzebą było znalezienie telefonu z aparatem fotograficznym mogącym odpowiadać lustrzance. Przy dwójce dzieci i fiole matki na punkcie zdjęć, dobry aparat jest niezbędny.

Niestety nasz pierwszy cyfrowy aparat nie nadążał już za aktywnością dzieci. Nowa lustrzanka od uderzenia w gondole wózka przestałą łączyć obiektyw z korpusem i robienie zdjęć było zablokowane – odsprzedaliśmy ze względu na ogromną rozbieżność w cenniku naprawy. Raty na dobry telefon rozłożone w ramach rachunku za abonament są w naszym zasięgu i nie ma procedur ich przyznawania takich, jakby rozkładać nowy sprzęt na raty w sklepie.

Zauważone u użytkowników sieci

Dużym plusem były dla mnie zdjęcia slow motion. Zwolnione tempo biegnącego psa, czy pani jadącej na rowerze, które miałam okazje oglądać na niejednym InstaStory, bardzo mi się podobało.

Minusy znane przed zakupem

Zdecydowałam się na P20 PRO mimo tego, że zdjęcia faktycznie są kolorystycznie aż nazbyt kontrastowe i intensywne. Lubię takie, ale bywa, że na te z Huawei nie patrzy mi się komfortowo. Drugim kontrargumentem, gdy oglądałam testy była utrata szczegółów. Faktycznie, np. rysy twarzy są rozmyte. Dobrze, bo nie widać zmarszczek, ale jednak zdjęcia pozostają odrobinę nienaturalne, jakby wyretuszowane przez grafika.

Jak sprawdza się Huawei P20 PRO w praktyce mamy i freelancerki?

Zanim przeczytasz moją opinię musisz wiedzieć, że ja jestem słaba w technologię. Jeśli przyzwyczaiłam się, że coś się robi tak, a tak, a w nowym sprzęcie jest inaczej, to chwilę się przestawiam. Nowe funkcje rozpoznaję jeszcze dłużej. Opublikowałam wpis po 3 tygodniach używania i mam zamiar go aktualizować wraz z nowymi doświadczeniami.

Poprzednim był LG X CAM, któremu przy pomocy córki zbiła się szybka po kilku miesiącach używania. Kolejne 18 miesięcy egzystowałam z potłuczonym ekranem. Wymiana wyświetlacza wtedy, jak i na etapie kupno nowego smartfona – kosztowała 350zł. Skoro telefon działał – zaryzykowałam. Dyskomfort dla oczu oraz niższa jakość zdjęć z przedniego aparatu jest oczywista.

Huawei ma ładniejszą obudowę. Pierwszy raz wybrałam niebieski telefon. Dotąd miałam czarne lub srebrne. Dla przeciw wagi powiem, że jest duży. Po założeniu silikonu – dość grupy. Jak na moją dłoń niezbyt wygodny. Kupiłam sobie do niego bambusowy stojak w Ikea i odkrywam jego możliwości, jako małego telewizorka – jeśli nie muszę trzymać w ręku – jest OK.

Huawei P20 PRO jako telefon rodzinny

Kupując x cama zawiodłam się strasznie na braku stabilizacji obrazu. Nie mieliśmy sprawnej lustrzanki, a dysproporcja między ilością zdjęć dobrych a złych z komórki była ogromna.

Jako kobiecie podoba mi się funkcja moc makijażu. 

Zgodzisz się ze mną, że przypływ rodzicielskiej miłości jest największy, gdy dzieci zasną? Wchodzisz do ich pokoju i wręcz serce płynie a dusza rozczula się nad pociechami… Ja tak mam. Dodatkowo dzieci często śpią w zabawnych pozach i bywa, że fotografujemy je na pamiątkę. Zdjęcia po zmroku w pokoju dziecięcym w trybie nocnym Huaweia oceniam bardzo dobrze.

Zbliżenie na przedmioty wychodzi całkiem nieźle. Zauważyłam też, że dużo lepiej łapie się kadr ustawiając zbliżenie, niż operując kadrem 1 do 1.

Ze zbliżeniami wiąże się kilka zabawnych sytuacji. Zdjęcia poniżej to pierwsze próby i efekty zbliżenia na psa. Oczywiście zaraz, gdy ustawisz kadr, sztuczna inteligencja telefonu wyświetliła mi informację, że fotografuję psa (jakbym nie wiedziała)… Natomiast, gdy fotografowałam figurki z kasztanów do wpisu na blogu – za jednym razem kasztany i żołędzie smartfon określał mianem roślin, innym razem – jedzenia. W sumie się nie pomylił…

Niestety nadal w wysokiej jakości zdjęć jakość fotek w ruchu nadal pozostawia wiele do życzenia. Będę sprawdzała stabilizację obrazu, bo ona podobno jest – tak wyczytałam, tylko producent się nią nie chwali. Kolega polecił mi fotografowania w niższej jakości. Sprawdzę.

Portrety i zdjęcia pozowane dzieci… Czy one wymagają jakiegoś komentarza? Sama zobacz.

Podoba mi się jakość dźwięku wydobywająca się z głośnika.

Zaintrygował mnie kształt słuchawek.

Huawei P20 PRO dla biznesu 

Jestem blog managerem, zarabiam przede wszystkim zdalnie, jako autor tekstów. Prowadzę swoje konta w mediach społecznościowych. Zanim zdecydowałam się przejść na Huawei korzystałam z telefonów różnych marek i z różnych półek cenowych.

Fotografia wydruków

W odniesieniu do sztucznej inteligencji. Przestraszyłam się wręcz, gdy chciałam zrobić zdjęcie ogłoszenia z szyby w tramwaju. Wiesz, taki standard – ze skosu, byleby nie przepisywać danych kontaktowych. Jakie było moje zdziwienie, gdy smartfon, zamiast zapisać zdjęcie z ogłoszeniem z bocznej perspektywy… zeskanował je… i to całkiem dobrze (patrz fotka poniżej).

O ile dla potrzeb prywatnych taka jakość jest wystarczająca, to a) nie z każdego ujęcia Huawei skanuje dokument oraz b) jeśli kiedykolwiek miałaś w ręku skaner ręczny, to wiesz, że dla najlepszej jakości skanu, ręka musi być stabilna. Umowy i rachunki do zleceniodawców wysyłam póki co skanowane tradycyjnie.

Format zdjęć do mediów

Minusem jest format zdjęć robionych przez smartfonowy aparat. Jest on nie tak rozciągnięty, niż potrzeba do wstawienia w relacje na Facebooku, czy Instagramie. W pierwszym – poza formatem zdjęcia nie zapisuje opisów lub grafik – a czarne pole medium wypełnia zbliżonym kolorystycznie cieniowaniem. W drugim – część kadru jest ucięta. 

Jeśli fotografujesz bezpośrednio przez medium, otwierając dodawanie do relacji i wybierając aparat – wszystko jest w porządku, ale mam wrażenie, że jakość zdjęć przez aplikację społecznościową jest niższa. Ponadto wolę wybrać z kilku już zrobionych ujęć, niż fotografować w czasie bieżącym.

Komfort dla oczu

Ostatnim odkryciem jest skorzystanie z propozycji, jaką wyświetlił mi smartfon. Przełączyłam się na tryb komfortowy dla oczu. Oznacza to, że wyświetlacz nie pokazuje obrazu przez wyostrzona bier, a raczej stonowany żółcień, czy brąz. Mam wadę wzroku, noszę grube i kosztowne okulary. Oczy szybko mi się męczą. Patrzę w ekran laptopa lub smartfona codziennie średnio połowę dnia. Odkąd korzystam z innej tonacji – oczy mnie nie bolą. Jestem mniej pewna kolorystycznych ustawień zdjęć do mediów, ale dobro oczu jest dla mnie ważniejsze. Odczuwam rzeczywistą różnicę.

Swift key

Nie umiem się dogadać ze swift key, albo z czymś, co jest na obudowie. Nie opanowałam jeszcze dobrze trzymania telefonu, bo podczas odpowiadania w Messendzerze, dodawania posta, czy komentowania na Facebooku, bywa, że znika mi okno aplikacji. Mam nadzieję to rozgryźć.

Huawei P20 PRO. Wpis niesponsorowany mamy freelancerki
5 (100%) 1 vote

7 Udostępnień

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.