Praca dla mamy

50 autentycznych historii mam pracujących + 365 spraw mamy aktywnej zawodowo by Lena Murawska

dzień matki, wspomnienie po śmierci mamy
OSOBISTE

Co się czuje po śmierci mamy?

Po śmierci mamy czuje się bardzo wiele. Moje emocje ewoluowały i ewoluują. Z każdym dniem rozumiem bardziej… życie i poznaję sens umierania. Każdego tygodnia planuję i działam w kierunku tego, aby być nieśmiertelną w sensie metafizycznym lub choćby książki na półce (!). Mija pierwszych 365 dni. Mija, bo taka jest kolej życia. Mija przez pryzmat śmierci ciała, z którego wyszłam na świat…

ABSTRAKCJA po śmierci mamy

Najpierw była abstrakcja. To pierwsze co czułam. Nie umiałam przez kilka miesięcy inaczej nazwać tego uczucia. Abstrakcja.

Podobno miałam szczęście, że mogłam się przygotować, bo mama umierała kilka tygodni. Licytowałam się nawet o to z kimś z rodziny, komu bliska osoba zmarła nieoczekiwanie. Nie wiem, czy szczęściem są przepłakane i nieprzespane noce przed TYM dniem. Nie wiem, czy szczęściem jest bezradność. Nie wiem czy szczęściem jest przeświadczenie, że jestem gotowa a potem okazuje się, że gówno prawda.

Z czasem zaczyna się żałować. Myślałam, że nie będę żałować, bo trwam w jednej zasadzie logiki:

W danym momencie robię to, co uważam, że jest dla mnie najlepsze.

Wybierając między umierającą matką a małymi dziećmi, wybierałam dzieci, wybierałam wykonywanie zleceń, wybierałam pozostawanie w domu zamiast odwiedzania w każdej wolnej chwili. Nie usprawiedliwiam się, ale prawda jest, że każdą rzecz można zrobić lepiej. Z drugiej strony – można też gorzej.

Gdy mama zrozumiała, że pewnych rzeczy we mnie nie zaszczepi, np. zamiłowania do porządku, zwykła mawiać:

JAK ZROBISZ, TAK BĘDZIE :-D

No więc skoro o żalu zaczęłam… Na ten czas żałuję, że już jej nie usłyszę, nie poczuję ciepła ciała. Grób to bardzo zimne miejsce. Pamiętam te szpile, które wbijały mi się w pierwszym miesiącu, gdy odwiedzałam GRÓB – Jakie to zimne, puste, szare, bez życia.

Pogrzeb mamy po spopieleniu był pierwszym takim pochówkiem, w jakim brałam udział. Żałuję, że jakiś obcy gość wkładał urnę z mamą do dołka. No co za kurwa dziwactwo. Już wtedy miałam ochotę mu wyrwać ten namacalny kawałek mamy i sama odłożyć ją tam na dół. Nie zrobiłam!

Sny o mamie

Trudno mi ocenić, czy lubię swoje sny. Kiedyś, kilka lat temu, śniło mi się, że znalazłam mamę wśród kolorowych jesiennych liści. Leżała w białym worku, blada i zimna, bez życia. Mama zmarła w październiku i wyniesiono ją w białym worku. Jak wspomniałam – nie wiem, czy lubię swoje sny…

Jednak po śmierci mamy, sny o niej były raczej pożegnaniem. Raz tylko śniła mi się, jakby miała kłopot, przygnieciona ciężkimi kamieniami, niby połamana a z jakimś niedookreślonym grymasem na twarzy. Wtedy byłam zaniepokojona.

Bardzo ciekawy był sen z pogranicza fantastyki a mi się takie w ogóle nie śnią. Otóż mama w progu, najpierw na wózku, chora, potem taka mama jak pracowała, potem taka ze zdjęć w wieku szkolnym, na końcu niemowlę. Obrazy się przewijały i jakby zwijały kolejno aż zniknęły. Wydaje mi się, że to taki znak podsumowania. Pożegnanie. Zakończenie, w stylu – Idę sobie z tego świata.

Prawie codziennie coś do niej mówię. Do dziś, gdy wchodzę do mieszkania, w którym leżała, mówię – Cześć Mamo, w duchu lub głośno, zależy od sytuacji. Nie lubiłam tego mieszkania. Bałam się umierania. Teraz jest mi tam przyjemnie. Nie umiem tego wyjaśnić. Wiszą jeszcze obrazki, które chciała, aby wisiały. Wszędzie pełno zdjęć wnucząt, jak chciała. Jest jej wózek – ostatni fotel.

Jest coś, czego mi się bardzo chce po śmierci mamy

Nadal są takie momenty, że mam ochotę nagle stanąć i zacząć wyć. Tak – wyć! Wywrzeszczeć się, bez względu na to co robię i gdzie akurat jestem. Nie zrobiłam tego ani razu, choć mam wrażenie, że kiedyś nie wytrzymam.

Dopiero w zeszłym miesiącu miałam okazję bezpiecznie się z tym zmierzyć. Niektórzy mówią zrestartować się. Maluszki, a dzieci miały wtedy 1,5 i 3,5 roku, nie rozumieją zbyt wiele. Każda chwila mojego smutku kończyła się włażeniem na kolana, łażeniem za mną, nachalnym towarzystwem. Ja wiem to dzieci, ale te żałobne emocje powinny mieć gdzieś ujście, powinno się im pozwolić na poukładanie się. Nie miały. Nie pozwolono. Dopiero dobra (zakrapiana) zabawa na weselu, mimo żałoby, dojście do siebie, pozwoliło cokolwiek zmienić, poczuć ulgę i siłę do porządkowania/godzenia się z sytuacją (?).

Nie nosiłam żałoby po śmierci mamy

Znakiem czasu zmieniłam swoje zdjęcie profilowe na Fejsbuku na wariant w kolorze szarości i przez rok było ono takie samo. Nie postanowiłam jeszcze, czy cokolwiek zmienię.

Nie nosiłam żałoby. To smutny kolor ta czerń. Nie chciałam dokładać dzieciom smutku. Nie chciałam z każdym spojrzeniem w lustro przypominać sobie tego bólu. Zawsze miałam smutną szafę, brązy, ciemny zieleń, czerń. Od niedawna sięgałam po inne kolory. Mama napatrzyła się na mnie w wydaniu postarzającym. Nigdy jej nie zapytałam, czy mam nosić żałobę.

Mama po śmierci ma żyć!

Nigdy nie rozumiałam kobiet, które odsuwają swoich partnerów od opieki nad dzieckiem. Każdą wątpliwość zawsze tłumaczyłam sobie takim stwierdzeniem:

To dziecko w połowie jest też jego.

Skoro rodzice mają dosłowny wkład w dziecko po 50% to dziadkowie po 25% na głowę. Pradziadkowie dziecka po 12,5, prapra po 6,25 i tak dalej. Z każdym pokoleniem będzie nas w życiu kolejnych pokoleń coraz mniej. Ileż to szumu jest, gdy odchodzi ktoś ważny. Ten szum mija. Gdy jest to osoba popularna i lubiana, albo szanowana, z szumem odejścia zostają najbliżsi, bo przecież trudno trąbić o tym non stop w dobie internetu.

Mama ma żyć. Tak bym chciała, aby była jako wyobrażenie – obok. Chciałabym, aby była w świadomości moich dzieci. Chcę mieć poczucie, że stoi, widzieć jej obraz. Nie modlę się, gdy nie mam poczucia, że powinnam. Za to bardzo często do mamy mówię.

Kurcze, ileż ludzi robi drzewa genealogiczne dla szpanu, doszukuje się szlacheckich korzeni. Nie chodzi jednak o korzeń. Nie miałam tej świadomości wcześniej, tego innego wymiaru. Cholera, Ci ludzie kiedyś żyli, pili, jedli, pracowali, kochali… byli ciałem ciepli, można było ich dotknąć. To niech tak zostanie! Śni Ci się coś czasem? Mi tak. No i w tym śnie czujesz coś tak, jakbyś tego dotykała, czujesz tą fakturę, temperaturę tego, prawda? No właśnie o to uczucie mi chodzi, żeby móc poczuć wyobraźnią jak to było.

Dziś dopadła mnie myśl, czy ja mam jakieś nagranie mamy głosu, jakiś filmik. Myślę, że odszukanie takich zapisów będzie dla mnie celem działań, odtwarzania mamy dla moich dzieci.

Dziecięce wyobrażenia a rzeczywistość

Jak każda mała dziewczynka uwielbiałam mamy biżuterię. Nie byliśmy bogaci. Mama uwielbiała srebro i kamienie półszlachetne oraz bursztyny. Nie było tego dużo, ale często myślałam sobie naiwnie – to będzie kiedyś moje. Czułam się wtedy taka dorosła!

Przyszedł TEN dzień, kiedy to z drewnianymi kasetkami w ręku usiadłam i wzięłam się za porządkowanie. Tam nie trzeba było nic porządkować, chciałam przełożyć wszystko w jedno miejsce. Wiesz co?! To było piekło. Ręce trzęsły mi się tak, że nie mogłam trafić do przegródek. Łzy leciały z oczu jakimś niezatamowalnym potokiem. Byłam w szoku, jakie to trudne. Wtedy tak bardzo chciałam być tym dzieckiem, tamtą dziewczynką i cieszyć się, że to jest moje. Nie cieszyłam się i to nawet w 1% nie wyraża moich emocji.

A wiesz co mnie rozbiło? Kilka dni po śmierci w jednej z takich kasetek znalazłam… lizaki dla moich dzieci! Zawsze, jak wiedziała, że przyjdziemy kazała opiekunce zadbać o to, aby był jaki cukiereczek, czy lizaczek najlepiej z gwizdkiem, który Sonia kochała (kocha).Wnuczęta! Doczekała i nawet na łożu śmierci o nich pamiętała…!

Podobnie ubrania. Gdy mama jeszcze wychodziła z domu nosiła odzież o 3 numery mniejsza ode mnie. Niemniej ubrania po części zostały. Wtulanie się w sweter, szukanie zapachu. Wyrzuty sumienia, gdy coś się rzuciło, zamiast odłożyć (wspominałam już, że nie mam zamiłowania do porządku…).

Mama tu była

Szukanie śladów. Mimowolne szukanie śladów. Niedawno rozstałam się z mamy ostatnimi półbutami, które przez jakiś czas po niej nosiłam. Podobnie z ostatnimi butami, jakie wybrała i kupiła specjalnie dla mnie, zupełnie w ciemno.

Kilka miesięcy temu powiesiliśmy w domu reprodukcję obrazu Staś i mama, którego w dzieciństwie nie znosiłam. Uważałam go za brzydki. Teraz wisi w pokoju moich dzieci.

Ilu rzeczy mama nie doczekała!

Pierwszą taką myślą był tramwaj. Nawet nie w sensie, że mamie na nim zależało, bo dla jej egzystencji, nie miał on wielkiego znaczenia, nawet gdyby pracowała zawodowo. Jednak dzielnica Bydgoszczy, w której mieszkamy czekała na ten pieprzony tramwaj kilkadziesiąt lat a on po raz pierwszy pojechał z ludźmi jakiś miesiąc po mamy odejściu. Szlag!

Drugi, pewnie istotniejszy to dużo lepsze połączenie autobusowe, które pozwoliłoby mi bez przeszkód, nawet zimą i z noworodkiem do mamy jeździć. Autobus sprzed naszego bloku jedzie wprost przed blok mamy. Nie doczekała. Szlag!

Tak sobie chodzę teraz po świecie i wydarzenia, czy sytuacje filtruję przez pryzmat „a mama tego nie doczekała”. Sprawy tyczą się w znacznej mierze wnucząt, choć jej marzeniem było doczekać wnucząt. Doczekała. Wnuk był przy niej, gdy umierała.

A jakby mama to zrobiła?

Usiłuję sobie odtwarzać nawet prozaiczne czynności, zastanawiają się jak ona je robiła. Zastanawiam się co by mi doradziła. Gdy tak zaczynam rozpamiętywać, pojawia się ta świadomość odcięcia, że to już, jak nożem. CIACH, nie ma. To jest żałoba. Smutek nie trwa non stop. Większość czasu, coraz więcej czasu, jest tzw. normalnie. Funkcjonuje się. Działa. W którymś jednak momencie jest zjazd.

Wracam do tematu. Jak mama robiła? Teraz po śmierci mamy, wspominam i opowiadam dzieciom, i mężowi, przy różnych okazjach a mama mówiła to, a mama zrobiła tamto. Codzienne sprawy, gotowanie, pieczenie, wycieczki, jej zdanie, jej poglądy.

Miała 67 lat. Chorowała na chorobę Parkinsona.

Moja Basieńka, moja Lwica, moja Kochana!…

PS. Mówią, że z czasem wcale nie jest łatwiej… Boję się, bo jestem jedynaczką. Nie zaznam nigdy więcej ciepła mamy. W każdym przytuleniu dziecka odnajduje jej cząstkę i będzie musiało mi to wystarczyć. Kto pomaga tak, jak mama? Nikt. Boję się ciężkich momentów, jakie funduje życie i jeszcze dojdzie to, że mamy już nie ma! Tylko ona dzielnie i cierpliwie znosiła to moje rzyganie na cały świat.


Po śmierci mamy trzeba się nauczyć żyć, szczególnie, jeśli byłyście zżyte. Jeśli chcesz zostań w moim towarzystwie, subskrybując wiadomości.

O autorce

Lena Murawska
Lena Murawska
Zawodowo blog manager. Prywatnie mama dwójki dzieci. Freelancerka pracująca zdalnie. Blogerka i autorka tekstów na zlecenie.
30 Udostępnień

45 KOMENTARZY

  1. Moja mama zmarła, gdy mialam 16 lat, był to początek roku szkolnego w mojej nowej szkole. Teraz, kiedy to piszę jest ostatni miesiąc wakacji, ja mam już lat 17 a w przyszłym miesiącu minie rok, jak nie ma jej obok. A ja dalej nie umiem się z tym pogodzić.

  2. Moja Mamusia odeszła 2 tyg temu w wieku 61 lat. Najpierw był szok, wyparcie, niedowierzanie. Teraz do mnie dociera, przyszła tęsknota i ogromny żal. Oglądam zdjęcia mamusi, czytam nasze wiadomości, odsłuchuje nagrania głosowe na messengerze i wyje.. Była moją najlepszą przyjaciółką. Została niesamowita pustka.

  3. Przeczytalam i sie poplakalam .Moja Mama ma Juz 83 lata a ja 63 i wiem ze musze sie liczyc ze moze mi odejsc .Ja wiem ze moge byc szczesliwa ze mam moja mame tak dlugo .Ona zawsze byla moja najlepsza przyjaciolka .Nie wyobrazam sobie Jak jej kiedys nie bedzie .Ja dzwonie do Niej 3 razy na dzien a co potem ?.Mieszkam za Granica i latam do. mamy co 2 miesiace i robie co moge aby jej bylo Dobrze.Ale i tak sie Boje ze To za Malo .Jak sie przygotowac?aby potem tak strasznie nie bolalo

  4. Moja mamusia odeszła 6 lutego 2019 roku po krótkiej chorobie 30 10 2018 dowiedziała się że ma złośliwy nowotwór języka od 19 listopada do 10 stycznia 2019 była na radioterapii w Wieliszewie i radioterapia oraz leki przeciw grzybiczne rozwaliły krążenie w domku była niecały tydzięń TAK BARDZO MI BRAKUJE MAMY BARDZO ZA ZA NIĄ TĘSKNIE TAK BARDZO MI MAMY BRAKUJE..JAK JA DALEJ BĘDE ZYĆ..

  5. Moja Mama odeszłą 28.03.2019 r. o godzinie 0.29. Byłam przy Niej podczas Jej ostatniego oddechu tak, jak Ona była przy mnie podczas mojego pierwszego 53 lata temu, kiedy przyszłam na świat. Poza poczuciem ogromnej pustki i tęsknoty, czuję wielkie spełnienie, że byłam z Nią do końca. Sama, w nocy, pomogłam Jej przejść do lepszego świata, mam taką nadzieję. Mam dała mi o sobie znać miesiąc po śmierci. Wiem że opiekuje się mną, doświadczam tego każdego dnia coraz mocniej. Kiedyś napiszę o tym.

  6. Byłem przy mamci gdy odchodziła choć nie trzymałem jej za rękę w ostatnich sekundach … Był lekarz, pielęgniarki, a ja stalem obok. To ja zamknalem jej oczy, odebrałem kartę zgonu, później akt zgonu. Co czuję? Wielki żal, smutek, pustkę. Każdego dnia całuję jej zdjęcie. Nie wiem jak będę żył bez niej. Tak strasznie mi jej brakuje. Mamcia była moją kochaną przyjaciółką, która mówiła co myśli ale nie oceniała. Zawsze uśmiechnięta, zyczliwa, ciepła. Kochała życie, ludzi, a dla swoich dzieci zrobiłaby wszystko. Kiedy brakowało jedzenia sama nie jadła abyśmy my zjedli. Myślała, że tego nie widzę ale ja widziałem. Najchętniej położyłbym się obok niej i dał się zakopać. Wiem, że nikt nigdy mnie tak nie kochał i nie pokocha … Prawdziwie i bezinteresownie. Tak strasznie mi Ciebie brakuje Mamusiu.

  7. To moj pierwszy tydzien po smierci MAMY… bylam przy niej do konca, pozegnalysmy sie powiedziala ze bedzie na mnie uwazac… jestem jedynaczka i jest juz mi tak cholernie ciezko bez niej.. ale w niedziele mi sie przysnila , siedziala u mnie w sypialni na krzeselku usmiechnieta, wypoczeta i powiedziala ze mam sie nie martwic ona jest juz szczesliwa…

      • Minął rok …. staram się żyć tak aby była ze mnie dumna. Mama jest ze mną codziennie, nie ma dnia abym o niej nie pomyślała , życie stało się inne – dorosłam, bo stale powtarzam że w momencie kiedy odchodzą rodzice my przestajemy być dziećmi. Ale mam kochaną starszą siostrę , to mama nauczyła nas żyć i dawać sobie radę…. wiem, że chciałaby abyśmy nie pogrążały się w strasznej rozpaczy i staramy się Mamuś, choć jest nam cholernie ciężko ….

    • Moja mama zmarła 26 marca, tęsknota nachodzić coraz większa, nie ma minuty żebym o tym nie myślała, nie ma dnia bez łez…

    • Bardzo , bardzo ci współczuję….. niestety wiem jak to boli, Lena oddała w swoich słowach wszystko to co i ja czuję – żal, pustkę i ogromną tęskotę . Ufam Bogu,że jest po drugiej stronie , opiekuje się mną i jest jej dobrze . Wierzę że się jeszcze spotkamy …. marzę aby mi się przyśniła, czekam od niemalże roku …

  8. 1 kwietnia 2019 minie rok od śmierci mojej mamusi…. miała tylko 65 lat, nie było mnie przy niej , czasem mam poczucie że zaczynam sobie dawać radę, nagle znowu upadam i pogrążam się w bólu i rozpaczy….

    • Moja Mama nie żyje od ponad 9 lat, a wciąż tęsknię za nią tak samo. Byłam z nią bardzo mocno związana, często śniła mi się po śmierci, teraz już sporadycznie. Kiedyś wydawało mi się, że czuję się samotnie, bo nie miałam chłopaka, wielu przyjaciół. Teraz mam przyjaciół, ale są daleko i od kiedy nie ma Mamy, czuję że ta samotność jest podwójna. Każde ważne wydarzenie w moim życiu sprawia, że tęsknota staje się jedyną drogą.

  9. Moja mama odeszła 2014 roku. Tej pustki już nic nigdy nie zapełni i już nigdy nic nie będzie jak było, bo matka to dom i nie ważne ile mamy lat.

  10. Ja mam to samo że śmiercią taty. Wspominam jak to wiozlam w ostatnią drogę, żałuję tyle niewydarzajacych się już dziś chwil. Już 9 lat kiedy to nie ma a ja widzę to na szpitalnym łóżku latającego czy na rower pojedziemy, w aucie gadam do niego….I czas może zmniejszył nieco ból ale pozostały wspomnienia i ten smutek że się to już nie popytam i nie przytula….mój tato był najpiękniejszym przyjacielem. Mam jeszcze mama i boję się tego dnia kiedy jej zabraknie…chociaż może mnie wcześniej…kto wie

  11. Cieszę się że trafiłam na Pani wpis mam wrażenie jakbym sama go pisała, mam 32 lata jestem jedynaczką mamą rocznej dziewczynki i 4 letniego chłopca a moja mama miesiąc temu zmarła na raka płuc, walczyłyśmy 3,5 roku. Gdy mój synek miał pół roku życie mojej rodziny wywróciło się do góry nogami wszystko kręciło się wokół choroby mamy. Mogłabym się podpisać pod niemalże każdym Pani słowem.

  12. Cześć jestem Kinga.
    Mam 14 lat i się załamuje psychicznie.
    Moja mama ma 51 lat jest piekna kobieta, mądrą i inteligentą. Niestety na problem z kręgosłupem od 15 lat. Na poczatku narazie było jeszcze okej ale potem ból zaczął rosnąć i rosnąć ma problem ze schyleniem sie, nie moze nosic ciezkich rzeczy, stac moze tylko 5-7 minut, prowadzić samochód, jedynie co robi bez bólu to leżenie.w listopadzie 2017 poszła do szpitala na operacje, aby wszczepić jej śruby w kręgosłup. Operacja powiodła się bez problemów i bylo przez jakiś czas normalnie prawie bez bólu, niestety ten ból powraca z nasileniem. Obawiam się że bedzie musiala isc na 2 operacje.

    Najgorsze jest to, że ja mamy nie szanuje… Nie ucze się, prawie jej nie pomagam i mam ją praktycznie w dupie. Chciałabym to naprawic, bo boję się że kiedyś nadejdzie taki dzień w którym nie zdąze jej powiedziec jak bardzo ją kocham. Chciałabym zeby mama cały czas byla przy mnie jak umrze :(

    Dziękuje ze tutaj moge powiedziec co naprawde czuje…

  13. Nigdy nie będzie dobrze zawsze się będzie czuło pustke bo nie ma mamy już czy babci czy dziadka czy osoby która bliska która była i uzupełniala twoje życie których nie ma. Ale jak mówią taka kolej rzeczy Ciężko się pogodzić strata a nawet jak minęło te 11 lat. Może będzie dobre ale nie lepiej ale każdy żałobę ma każdy innaczej.

  14. Ciężko jest przeżyć śmierć Mamy, pogodzić się, że jej już nigdy nie będzie, nigdy nie zadzwoni, nie zapyta, nie będzie się cieszyła…
    Nic już nie będzie takie same, chyba można podzielić świat na ten sprzed i ten po
    Niby funkcjonuję normalnie, ale jest gdzieś wewnątrz smutek, poczucie straty, tak nagłej straty. Minęło 7 miesięcy dziś, akurat. Byłem na cmentarzu, i za każdym razem jak tam jestem to coraz bardziej dochodzi do mnie, że to naprawdę miało to miejsce, że początkowe zaprzeczanie, niczego nie zmieniło, że Mama odeszła, i na tym świecie się już nie zobaczymy.
    Wiary jestem średniej, ale byłoby cudownie, żeby istniała jakaś energia po, jakiś mikrokosmos po życiu ziemskim..
    Trzeba nauczyć się żyć, bez obecności Mamy w życiu, co jest ciężkie, mimo tego, że nie mieszkam już 20 lat w domu rodzinnym, to mieliśmy świetny kontakt, taki przyjacielski. Bardzo ceniłem sobie również jej krytykę, choć nieraz pewnie nie do końca było mi fajnie, ale była osobą prawdziwą i wiarygodną… i takiej mi jej brak., była po prostu w moim życiu prawdziwą Mamą, przyjacielem i po prostu była.. ehhh…szkoda, że ten czas już się skończył.
    Wiadomość o śmierci, zamieszanie związane z pogrzebem tylko u mnie tuszowały odrętwienie, prawdziwa żałoba pojawiła się po.. Na pewno jestem już na innym etapie, niż po śmierci, ale na ewolucję żałoby potrzeba czasu, aż do momentu, …..gdy będę z uśmiechem na ustach wspominał moja kochaną Mamę…teraz wspominam, ale to jeszcze boli.
    Marcin

    • Każdy żałobę przeżywa innaczej, jak zauważyłeś. Ja straciłam babcie trzy dni po swoim ślubie a była mi jak matka, prawie dwa lata temu tez styczniu straciłam mamę (oby dwie styczniu) więc nowy rok lub styczeń nie jest ulubiony miesiąc. Babcie odwiedzam na wszystkich świętych. Czemu tylko wtedy? Bo jej nie ma już i boli choć minęło 11 lat i po tym jak jej brakło było wyczuć jak depresja mojej mamy. Mamę odwiedzalam po śmierci codziennie i często mi się śniła i jak stałam nad jej grobem nie umiałam sobie wmówić że tam leży. Pustka została, wspomnienia są, żale, tęsknota. Ale pustka najgorsza

  15. Mojej mamy nie ma 12 dni…duszę się…była powietrzem którym oddycham….co chwilę spoglądam na telefon czy mam wiadomość czy może dzwoniła…pochłania mnie pustka…

      • Niestety nie ma innej recepty, jak przeżywać kolejny dzień. Dać sobie czas Nie barć się za porządki od razu, chyba że Cię to odpręża. Nie jestem psychologiem. Z mojego przeżywania mogę CI tylko powiedzieć, że najlepiej jest czynić kolejne kroki wtedy, gdy czuję, że mogę, że chcę. Przykład? Bardzo długo nie mogłam patrzeć na mamy zdjęcia. Nie miałam siły. Teraz są dla mnie przyjemne, zerkam na nie każdego dnia. Z czasem nie jest łatwiej, ale udaje się wypracować schematy postępowania np. rozmowa ze zmarłym.

        • Każdy ma prawo przeżywać żałobę na swój sposób. Jako psycholog pracujący z rodzinami w po stracie bliskich i jako osoba, która miesiąc temu straciła Mamę, mówię, że trzeba sobie pozwolić na ból, rozpacz, płacz, tęsknotę. Nie tłumić w sobie emocji. Tylko wtedy uda nam się „zdrowo” przeżyć okres żałoby. Jeśli teraz tego nie zrobimy, wcześniej czy później dopadnie nas to ze zdwojoną siłą, może zdarzyć się że dużo silniej przeżyjemy wtedy stratę, co nie będzie korzystne dla naszego stanu zdrowia.

    • Ja usunęłam mamy telefon. To była jedna z pierwszych czynności, jaką zrobiłam. Wiedziałam, że będę wgapiać się w numer. Mi pomógł jedynie czas, który oswajał mnie z nową sytuacją. Moja mama odchodziłą powoli z powodu choroby. Część smutku dotknęło mnie jeszcze przed jej śmiercią.

      • Moja mama zmarla o 5Rano
        I pierwsze Co zrobilem to usunalem jej numer z Telefonu
        Taki odruch..
        Chorowala miesiac
        Od smierci minelo 4 miesiace

  16. Twój wpis jest mi bardzo bliski, mogę podpisać się pod wieloma akapitami słowami – czułam tak samo. Straciłam mamę 4 lata temu w wieku 23 lat, tuż przed obroną pracy magisterskiej. Nagle, bez żadnego uprzedzenia – nie chorowała: miała 54 lata. Wcale nie jest mi lżej z upływem czasu. Coraz mocniej odczuwam potrzebę jej obecności w moim życiu. Dziś sama jestem matką dwóch córek (1,5 r. i 1msc.). To bardzo dziwne, gdy w spojrzeniu Zuzki odnajduję cząstkę mamy… Sny miewam często, napady wycia zdarzają się do dziś. Strata nie do odżałowania, jakby umarła część ciebie, raz na zawsze, bezpowrotnie.

  17. Bardzo przejmujący wpis. Wzbudziłaś nim we mnie ogrom emocji i przemyśleń. Ja również jestem jedynaczką…
    Mam ogromne szczęście, bo moi rodzice nadal żyją (i oby żyli jeszcze wieeele lat). Ale to, czego boję się najbardziej, to że nie zdążę im powiedzieć ważnych rzeczy. Z drugiej strony, dlaczego nie zadzwonię i nie powiem teraz? Bo teraz nie mam nic z ważnych spraw do powiedzenia. Z ważnych, które siedzą gdzieś w środku…
    Ahh…powędruję do siebie z masą przemyśleń po Twoim wpisie… Dziękuję Ci, że się tym z nami podzieliłaś.
    Gorąco ściskam i życzę, aby czas jednak przyniósł ukojenie

  18. Ledwo dałam radę przeczytać do końca. Jedynaki mają trochę przekichane, moja mama miała 57 lat jak zmarła. Było to oczekiwane i nieoczekiwane jednocześnie. Na śmierć bliskiej osoby nie da się przygotować, a mimo upływu czasu wciąż boli tak samo. Pierwszy etap u siebie nazwałabym Obłędem, teraz tkwię w Pretensjach do siebie, że mogłam być lepsza i więcej z siebie dać..

  19. Może to dziwne, ale ja od dziecka często rozmyślam o śmierci i często śni mi się umieranie. Przywiązuję ogromną wagę do pożegnań i mówienia dobtanoc – w obawie, że to ostatni raz. Życia przecież nie przewidzisz. Na śmierć jednak nie da się przygotować i zawsze odejście ludzi, których kochamy boli tak samo. Mam nadzieję, że nauczysz się z tym żyć, bez poczucia winy, a z akceptacją tego co się stało. Bo nie da się inaczej …

    • to, co czuję nazwałabym bardziej żalem i smutkiem, niż poczuciem winy. Nie mogę oceniać swoich wyborów z perspektywy czasu, jako złe. Wybierałam to, co w danym momencie uważałam za najlepsze a że później zmienia się perspektywa… No cóż, taka jest kolej życia.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Zawodowo blog manager. Prywatnie mama dwójki dzieci. Freelancerka pracująca zdalnie. Blogerka i autorka tekstów na zlecenie.
Więcej w OSOBISTE
pamiątki na pierwszą komunię
Zanim kupisz pamiątki na pierwszą komunię…

Okulary dla kobiety… moja osobista historia…

Nie ma Jej, mojej Mamy. Nie ma Jej już dwa lata!

Zamknij