siła wspomnień

Siła wspomnień. Zostaje, bo nic dwa razy się nie zdarza…

Pod koniec lipca 2018 roku Polskę obiegła informacja o śmierci Kory. Charyzmatyczna wokalistka i bez wątpienia – osobowość polskiej sceny. W moim sercu i umyśle obudziła się siła wspomnień. W wieku 67 lat i po wyniszczającej chorobie. Odeszła, jak moja mama w 2015 roku.

Siła wspomnień i skojarzeń sytuacji

To bardzo dziwne uczucie, gdy łzy same pchają się do oczu, bo usłyszysz o śmierci kogoś, kto w gruncie rzeczy, był Ci obcy.

Płakałam, gdy zmarł Jan Paweł II i do dziś mam przed oczami zamykającą się na wietrze Księgę. Płakałam, gdy zmarła Wisława Szymborska. Siedziałam wtedy na środku naszego przyszłego pokoju gościnnego, przeżywając zaawansowaną ciążę. Łzy ciekły mi po policzkach i drżały usta, gdy w niedzielny gorący poranek na balkonie przeczytałam informację o odejściu Olgi Jackowskiej.

To obcy mi ludzie, a płakałam, jakbym żegnała najbliższych. Żegnałam, więc wiem, co piszę.

Kim była dla mnie wymieniona trójka?

Jan Paweł II – autorytet, poczucie humoru. Taka bliskość z daleka, o jakiej czasem w rodzinie nawet pomyśleć nie możemy. 

Wisława Szymborska – poetka, noblistka. Kobieta pozwalająca mi przetrwać i rozumieć świat w okresie dojrzewania, relacje między ludźmi. Prostota jej przekazu jest genialna i absolutnie ponad czasem. Pamiętam, jak czytałam w gazecie jej wiersz wydrukowany po zamachach 11 września. Ciągle mam marzenie, że uda mi się mieć jej „ołtarzyk” w pokoju, że zbiorę szereg publikacji, pocztówek. Nie idzie mi zbyt dobrze, ciągle są inne wydatki. Może kiedyś, ktoś pomoże mi spełnić moje wielkie marzenie.

Kora, Maanam, Róża

Oldze Jackowskiej poświęcam osoby akapit, bo i ona, a raczej JEJ BRAK, jest przyczynkiem tego wpisu…

Nigdy nie byłam na koncercie Maanamu, czy Kory. W ogóle nie chodziłam na koncerty, „bo może mi się coś stać”, albo nie było z kim. Długa historia i pewnie nie dla wszystkich zrozumiała. Nigdy nie dostałam od nikogo płyty z nagraniami. Jakoś zawsze brakowało mi odwagi (?) do muzycznego kunsztu na półce, choć uwielbiam muzykę. Płytoteka w domu rodzinnym była uboga.

Matura ilustrowana muzycznie

Tymczasem był w moim szkolnym życiu pewien polonista. Dość dobrze się z nim dogadywałam. Jeden z dwóch nauczycieli licealnych, którzy wierzyli we mnie i pomagali mi w rozwoju.

Jako rocznik 83 mogłam wybrać typ matury – wybrałam nową, na ochotnika. Ze starej i tak z polskiego miałabym 6. Ponadto z historii można było wybrać okres, a ja byłam na olimpiadzie ze średniowiecza, wyprzedzając wewnątrzszkolnych historycznych prymusów.

Pod okiem pana Dariusza przygotowywałam swoją prezentację maturalną. Moim tematem była twórczość Wisławy Szymborskiej. Częścią wystąpienia było odtworzenie fragmentu wiersza „Nic dwa razy” w interpretacji Kory Jackowskiej. Tu wracam do płytoteki. Byłam szalenie zdziwiona i zarazem zmotywowana, gdy otrzymałam (od nauczyciela!) płytę Róża

Lubię słuchać muzyki na 3 sposoby: w całości, tylko tekstu, tylko muzyki/rytmu. Jakimś cudem umiem to rozdzielić, i skupiać się na wybranej sferze. Twórczość i interpretacje Kory są ucztą w każdym obszarze. Nie to jednak jest tym, co jak mniemam, wylało łzy z moich oczu…

Mój ideał kobiety i artystki

Powiedz mi „Kora” a siła wspomnień pokaże mi kobietę, jaką chciałabym być, z której czerpałam inspiracje, pomysł na własną wyrazistość. Kobieta powinna mieć szansę na niezależność i samodzielność. Uwielbiam jej pozytywny tupet. To, że nie była naśladowcą w show biznesie a prekursorką. Zawsze atrakcyjna, ciekawie ubrana, kolorowa, z własnym zdaniem. Ileż razy w codzienności marzę o choćby skrawku takiego postrzegania samej siebie!

Bo Ona też tak umarła

Moja Mama cierpiała na chorobę Parkinsona. Wiecznie niezależny człowiek. Zawsze dla innych. Choroba zabierała ja powoli. Była niej cholernie świadoma, także jako pielęgniarka. Nie była na nią gotowa psychicznie. Nigdy się nie jest gotowym. Tak samo nigdy się nie jest gotowym na odchodzenie. Nawet jeśli wiemy, że nastąpi, że obserwujemy załamanie głoszonej wcześniej woli życia, NIGDY.

Obie

Nie lubiły sprawiać problemów. Obie miały 67 lat. Obie odchodziły wśród bliskich. Obu wyniszczone ostatecznie ciała, pozostawiły ślady na całe życie. Ślady olbrzymie w moim sercu. Potężna siła wspomnień będzie mi je przywracać w obliczu codziennych sytuacji, wspomnień z młodości, znaczenia słów, chwil z nimi. 

Chwile „tylko” a zarazem „aż”

Nadal są chwile, które nazywam „momenty znikąd”. Po 3 latach od odejścia mojej Rodzicielki. Niby nic wielkiego się nie dzieje, a nagle cała drżę i wspominam lub spoglądam na mamy zdjęcie na ścianie. Kiedyś podczas rozmowy z mamą kolegi syna, co chwil e patrzyłam na mamy zdjęcie. Rozkleiłam się, gdy opowiadałam o kremacji (mama była spopielona przed pochowaniem).

Kiedyś rozpłakałam się, gdy w radio usłyszałam:

i nie wróci więcej, choć w papierach lat przybyło, to do przodu wciąż wyrywa głupie serce…

Mama kochała piosenki Maryli Rodowicz i Czerwonych Gitar.

_________________

Co najmniej raz w roku, gdy zbliża się rocznica śmierci mojej Mamy lub kolejny Dzień Matki, odnotowuję następne spostrzeżenia o mijającym czasie. Co mi pozostaje? Tylko siła wspomnień i prowadzenie zapisków, i czekanie… 

Siła wspomnień. Zostaje, bo nic dwa razy się nie zdarza…
5 (100%) 1 vote

13 Udostępnień

1 thought on “Siła wspomnień. Zostaje, bo nic dwa razy się nie zdarza…”

  1. Tyle podobieństw..moja Mama którą odeszła dwa dni temu..podobna wizualnie do Twojej..włosy zielone oczy i nos którego nie lubiła..zmarła w wieku 67lat..nie po długiej chorobie ale nagle…I czytam Twój blog bo ból nie pozwala zasnąć..Dziękuję za Twe słowa..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.